M̴̥̌r̵̜̓o̸̪̅c̷̗̀z̶͈̓ņ̷̅y̶̓ͅ ̵̲́t̶̡̐ả̸̢ṛ̵́c̸̺̎h̵̩͌o̸̪͘m̶̳̄i̷͍͠n̵̢̾

  • Strona główna
  • Polska
  • Warsaw
  • M̴̥̌r̵̜̓o̸̪̅c̷̗̀z̶͈̓ņ̷̅y̶̓ͅ ̵̲́t̶̡̐ả̸̢ṛ̵́c̸̺̎h̵̩͌o̸̪͘m̶̳̄i̷͍͠n̵̢̾

M̴̥̌r̵̜̓o̸̪̅c̷̗̀z̶͈̓ņ̷̅y̶̓ͅ ̵̲́t̶̡̐ả̸̢ṛ̵́c̸̺̎h̵̩͌o̸̪͘m̶̳̄i̷͍͠n̵̢̾ tarcho pej creepy pasty moze jakies

"Blok na Modlińskiej"Tarchomin o północy to nie miejsce, w którym chciałbyś być. Ale kto by się tym przejmował? Piotrek ...
24/09/2024

"Blok na Modlińskiej"

Tarchomin o północy to nie miejsce, w którym chciałbyś być. Ale kto by się tym przejmował? Piotrek i Wojtek, dwaj kumple z bloku na Modlińskiej, nie takie rzeczy robili po pijaku. W tamten piątek wzięli kilka piw na dach ich osiedlowego wieżowca, bo „c**j, co innego robić?” – jak to powiedział Wojtek.

– Ej, słyszałeś o tym, co się działo w tym starym bloku na końcu osiedla? – zagaił Wojtek, odpalając papierosa. – No pewnie, stary. Duchy, mordy i inne pierdoły. Typowa miejska legenda. Kto w to jeszcze wierzy? – Piotrek machnął ręką, zaciągając się piwem.

Blok, o którym mówili, stał trochę na uboczu, bardziej zarośnięty i opuszczony niż reszta. Niby niegroźny, ale zawsze ktoś z osiedla twierdził, że widział tam coś dziwnego. A że to Tarchomin, to ludzie mają bujną wyobraźnię – tak przynajmniej uważał Piotrek.

– Słuchaj, skoro jesteśmy na fazie, to czemu by nie sprawdzić tego samemu? – rzucił nagle Wojtek z ironicznie uniesioną brwią. – Ty chyba, k***a, żartujesz? Masz ochotę na horror klasy C? Bo ja niekoniecznie – Piotrek zaśmiał się nerwowo, ale jego wzrok już spoczął na budynku, który wyraźnie kontrastował z resztą osiedla. – Ale dobra, wyjebane, chodźmy. Co może pójść nie tak?

Pięć minut później, stali pod starym, zaniedbanym budynkiem. Piotrek walnął Wojtka w ramię. – Znasz to uczucie? To to, kiedy wiesz, że robisz coś pojebanego, ale jesteś zbyt głupi, żeby się zatrzymać? – Tak, Piotrek, to się nazywa życie. No chodź.

Drzwi, o dziwo, były uchylone. Nie trzeba było się z nimi siłować. W środku panowała kompletna ciemność, jedynie latarki z telefonów rzucały mdłe światło na zakurzone ściany.

– Dobra, to teraz co? Biegniemy, krzyczymy i szukamy duchów? – Piotrek rzucił z przekąsem, próbując rozładować napięcie. – Jak dla mnie to po prostu robimy mały rekonesans i wracamy na dach. Duchy duchami, ale piwo nie będzie wiecznie zimne.

Przemierzali ciemne korytarze, a echo ich kroków wydawało się dziwnie zniekształcone. Nagle, na drugim piętrze, Wojtek przystanął.

– Słyszysz to? – spytał, podnosząc rękę, jakby próbował nasłuchiwać. – Nie, nie słyszę, bo ktoś postanowił pi*****ić o duchach – Piotrek próbował ironizować, ale rzeczywiście usłyszał dziwny dźwięk. Delikatne stukanie... jakby ktoś dreptał po korytarzu.

– Spokojnie, pewnie to wiatr. Albo jakiś bezdomny. – Wojtek machnął ręką, chociaż sam nie wyglądał na przekonanego. Ruszyli dalej, ale stukanie stawało się coraz głośniejsze. I... bliższe.

– Okej, teraz zaczyna być trochę creepy. – Piotrek odwrócił się do Wojtka. – Może to dobry moment, żeby spierdalać?

W tym momencie latarka Piotrka zgasła. Mrok ogarnął ich całkowicie.

– No zajebiście, teraz mamy prawdziwy horror. – Wojtek próbował odpalić swoją latarkę, ale telefon zaczął wariować, pokazując losowe cyferki na ekranie.

– Co do... – Piotrek nawet nie skończył zdania, gdy z końca korytarza usłyszeli ciężkie kroki. Wolne, rytmiczne.

– Dobra, teraz naprawdę spierdalajmy. – Wojtek złapał Piotrka za ramię i zaczęli biec w stronę schodów. Kiedy wbiegali na dół, poczuli, jak coś zimnego przesuwa się po ich karkach. Piotrek odwrócił się na moment – i zobaczył.

Postać. Wysoka, zgarbiona, z wykrzywioną, przerażającą twarzą, która wyglądała, jakby była... narysowana? Tylko że to nie był żaden obraz. To było prawdziwe.

– K***a, Wojtek! Biegnij szybciej!

W końcu wybiegli z budynku. Piotrek dyszał ciężko, opierając ręce o kolana.

– Co to, k***a, było?! – wykrzyczał, próbując złapać oddech. – Nie wiem, stary, ale wracam do domu. Duchy na Tarchominie to nie mój vibe. – Wojtek zaśmiał się, choć w jego głosie słychać było wyraźne drżenie.

Nagle usłyszeli zgrzytliwy, mechaniczny dźwięk. Drzwi budynku zamknęły się same. Wojtek spojrzał na Piotrka.

– Mówisz, że piwo jest jeszcze zimne? – Pierdolę piwo. Wracajmy do domu.

Zanim jednak ruszyli, spojrzeli na blok raz jeszcze. Na jednym z okien, na piątym piętrze, coś się poruszyło. Coś, co wyglądało dokładnie jak ta wykrzywiona twarz, którą widzieli wcześniej.

– Nigdy więcej, stary. – Wojtek skrzywił się. – Nigdy więcej, człowieku. Nigdy więcej Tarchomina w nocy.

Ostatni dzień tygodnia. Dla wielu najgorszy dla nieco mniej liczniejszych wyjebisty dzień. Ja następnego dnia miałem spr...
15/11/2022

Ostatni dzień tygodnia. Dla wielu najgorszy dla nieco mniej liczniejszych wyjebisty dzień. Ja następnego dnia miałem sprawdzian z Polskiego - dział poztywyzim. Nie liczę nawet na 2 z tego c**jostwa. Los chciał że była to jedna z nielicznych prac klasowych, do których faktycznie coś tam powtórzyłem odpowiadając na zagadnienia w Wordzie. Nastała godzina 16:30. Kuzyn napisał do mnie czy nie pomógłbym mu ze zniesieniem pudełka do piwnicy babci na Porajów. Stwierdziłem, że w sumie spoko oderwę się chociaż na chwile od uczenia się do polaka. Zjechałem windą na dół i podszedłem do jego samochodu. Maszyna zajebista - francuski Peugeot. Jeździ naprawdę miło, większych problemów z nim nie ma w przeciwieństwie do stereotypów jakie idzie nam usłyszeć o francuskich samochodach. Okazało się, że przyjechał z mamą, co nie było czymś złym bo dawno się nie widzieliśmy. Pudełko mimo niewielkich rozmiarów było stosunkowo ciężkie, ale daliśmy rade. Zeszliśmy we czwórke do piwnicy. Babcia z ciocią rozmawiały o czymś przy tej komnacie swojej, nie wiem jak sie to nazywa. Ja z bratem ciotecznym oddaliliśmy się troche dalej i co ciekawsze na końcu korytarza zobaczyliśmy żółte metalowe drzwi. I może nie byłoby to nic dziwnego gdyby nie fakt, że była zamknięte a za nimi, przez kraty było widać dalszą część piwnicy, do której nie wchodzi zbyt dużo ludzi o czym świadczyły między innymi pajęczyny - było ich od c**ja. Nastała cisza. Zgasły nawet żarówki w lampach co było jeszcze bardziej przerażające, ale napewno nie tak jak to co stało się chwilę później. Z korytarza za wspomnianymi drzwiami oboje usłyszeliśmy dźwięk tłuczonego szkła. Mieliśmy wrażenie, że ktoś chciał w nas rzucić jakąś szklaną butelką, bo dźwięk tego czegoś rozległ się dosłownie przed nami. Spojrzeliśmy się na siebie i momentalnie stamtąd uciekliśmy. Biegnąc w strone babci i cioci głos z tajemniczego korytarza krzyknął "Wracajcie!!! Gryglicki was potrzebuje!!! CHUJE!!!". Powiedzieliśmy o zaistniałej sytuacji, ale obie nie chciały nam uwierzyć. Ostatecznie poszliśmy na góre do mieszkania babci gdzie dodatkowo czekali na nas ciocia, siostra cioteczna, szwagier i ich dziecko. Zjdaliśmy smaczne ciastka, ale wciąż byliśmy przerażeni całym zajściem.

Godzina 21:32 Wracałem wtedy z Bielan. Był to piątek więc tradycyjnie razem z moją grupą znajomych piliśmy bliżej nam ni...
30/10/2022

Godzina 21:32
Wracałem wtedy z Bielan. Był to piątek więc tradycyjnie razem z moją grupą znajomych piliśmy bliżej nam nieznane trudnki piwopochodne. Najlepszym okazał się być imperator 12%... smak? takie 7/10, konsystencja? AMBROZJA. Wracając do sedna sprawy. Wysiadając na przystanku Świderska schodziłem schodami od strony bazarku. Obok nich znajduje sie jebitny las, w którym zawsze można było wyczuć dziwne odczucie, jakby ktoś się na nas patrzył - szczególnie nocą. na dworzu rzecz jasna było bardzo ciemno, szczególnie że była już jesień a zmiana czasu wczoraj. Miałem w planach jechać do Auchana na Żeraniu, dlatego też czekałem na autobus 211 na przystanku, który znajdował się dosłownie przed tym lasem. Po jakichś 2 minutach odkąd usiadłem na niezbyt zadbanej ławce z lasu wyłoniły się przerażone wrzaski kobiet i dzieci. Cały zamarzłem ze strachu a twarz miałem bladą jak c**j. Pomyślałem se "K***a twoja jebana w dupe mać, może przejade się na ten Żerań jutro z rana". Wtedy właśnie przypomniało mi się, że jutro jest niedziela więc jedyne co to c**ja będę mógł zrobić. Krzyki dobiegające z lasu zaczęły występować coraz częściej. Postanowiłem, że założe słuchawki i posłucham muzyki żeby odwrócić sobie uwagę. Sprzęt miałem nowy ledwo kupiony, ładowane były w domu do 100% więc nic złego nie mogło się stać. A no właśnie taki c**j jak z gówna dąb. Nie więcej jak minutę słuchałem Mixu Agresywnego Phonka a słuchawki same z siebie zaczęły piszczeć po czym się wyłączyły. Zanim je zdjąłem usłyszałem z obu kanałów "Gryglicki". Obróciłem głowę w strone lasu i widziałem jak zza drzew wyłania się ciemna podłużna postać z jasnymi i wielkimi białymi oczami. Na całe szczęście podjechał mój autobus, do którego bez chwili zastanowienia wsiadłem. Poczułem spokój... To jest właśnie k***a to, człowiek se jedzie nocą przez Tarchomin na Żerań, przez okno wpada żółto-pomarańczowe światło starych ulicznych lamp - poczułem nagłą nostalgię i zrobiło mi się trochę smutno, że już nigdy nie wróce do 2007 roku bo ten właśnie zapamiętałem jako najlepszy. Nie ważne... przystanek Żerań FSO. Mówię - zajebiście. Idę odważnie przez wspomniany wcześniej wiele razy Żerań. Czekam na pasach przy Auchanowskiej stacji paliw. Ulica dosyć ruchliwa dlatego ludzi, którzy dawali mi poczucie że nic złego nie może się stać było dużo. A no i nic bardziej mylnego. Facet który stał na czerwonym świetle w jakims Starym zgrzbiałym Lanosie na czarnych blachach otworzył okno i przerażającym krzykiem wydrał morde w moją stronę "GRYGLICKI!!!!" Moje tętno podskoczyło do takiego stopnia jak jeszcze nigdy. Biegłem do Auchana najszybciej jak tylko się dało. Udało mi się - jestem w alejce z napojami wysokoprocentowymi. Moim celem było znaleźć zgrzewkę Beczkowego Mocne 9% wiśnia (Napój bogów). Mamy to, 3,69PLN za sztuke... niestety nie było zgrzewki dlatego kupiłem ich jakies 10 puszek. Ide do kasy samo obsługowej bo jestem k***a normalny. Skanuje te puszki jedna za drugą i wychodzi kwota - 29,52. Myślałem, że coś im się pojebało ale c**j, okazało się, że była promocja 4+1 gratis (K***a elegancko) zostało mi w portfelu dokładnie 12 złotych i 49 groszy, była już jakaś 22:30 więc wiedziałem, że żadnego sklepu już dzisiaj raczej nie odwiedze także odłożyłem reszte kasy na inny dzień. Moment wyjścia ze sklepu był dla mnie źródłem chyba jedynej wtedy euforii bo kupiłem se dużo piwa. Zamówiłem bolta bo na karcie miałem 30 zł. Przyjechał po mnie jakiś gość z Czeczenii Skodą Fabią w gazie - spoko często nimi jeżdżą. Ziomek nawet dobrze znał polski to też powiedziałem mu, że zawodowo zajmuje się obieraniem cebuli i ogórków kwaszonych ale tylko tych kupionych w D.H. Tarchomin. Powiedziałem mu, żeby odstawił mnie pod samą klatkę mojego bloku. Wchodze do mieszkania i czuję wewnętrzy spokój mimo porażek jakie mnie w życiu dotknęły. Siadam sobie spokojnie do kompa jak zwykłem to robić codziennie od jakichś 15 lat. Po tym co przeżyłem tamtego wieczoru nie było nawet mowy o tym, żebym k***a zasnął. Przez 3 dni pod rząd widziałem halucynacje i słyszałem równo o 3 rano dźwięk tłuczonych szklanek u mnie w kuchni (mieszkam sam). Po 4 dniach od zdarzenia nic podobnego się nigdy nie powtórzyło.

Uważajcie na siebie i trzymajcie się z dala od Gryglickiego

Adres

Tarchomin
Warsaw
03-188

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy M̴̥̌r̵̜̓o̸̪̅c̷̗̀z̶͈̓ņ̷̅y̶̓ͅ ̵̲́t̶̡̐ả̸̢ṛ̵́c̸̺̎h̵̩͌o̸̪͘m̶̳̄i̷͍͠n̵̢̾ umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij