29/08/2026
Na dobranicz w subotu: będzie długo, bez fotela i dzbanka dobrej herbaty Ludzkość raczej nie łyknie, Naczelny Piekarz też już zaparzył i zasiadł☺️
Widzicie tego człowieczka w szczerym polu na pierwszym zdjęciu? To Wnuczas. A przejazd rowerem z Polesia na Roztocze wzdłuż wschodniej granicy - czyli najpierw Bugiem, potem Grzędą Sokalską - to jego pierwsza wyprawa z sakwami. Jak widać Naczelny Piekarz został daleko w tyle. I tak przez bite siedem dni🫣
Zamiast planowanych 350 kilometrów przejechaliśmy około 450. To błądząc, to zwiedzając poza trasą. I powiemy tak: jeśli trzeba Wam czystej wody, to tylko pojezierze łęczyńsko - włodawskie. Kryształ. A jeśli pragniecie dzikiej rzeki, to Bug. Jest też coś niesamowitego w tym przygranicznym zakrzywieniu czasoprzestrzeni. Naczelny Piekarz już kombinuje, jak tam wrócić.
I wielkie odkrycie - Grzęda Sokalska! Ostrzegano nas, że pusto i nudno. A skąd! Nie ma tam faktycznie lasów, ale bezkresne pola i cisza robią potężne wrażenie. I asfaltu brak. Całkowity. Jechaliśmy literalnie wzdłuż granicy. I wygląda to tak: kukurydza - zaorane pole - straż graniczna - cerkiew - słupek. I replay. I tak przez kilkadziesiąt kilometrów. Cerkwie wielkie w tej pustce, albo i przez nią.
A jak się jedzie z trzynastolatkiem? Świetne, póki młody nie zgłodnieje😏
Tak serio to niezły tandem z nas: gdzie babcia z papierową mapą poległa, tam Wnuczas internetami radził - póki zasięg go nie zdradził🤣
Na koniec, już pod roztoczańskim Józefowem - Grande Finale czyli przejazd singieltrackiem... z sakwami! Tak, bo młody ciągoty takie ma, więc w zasadzie - czemu nie od razu na ostro? Dla niezorientowanych: sigieltrack to takie hopki dla straceńców, którym nudzi się konwencjonalna jazda na rowerze. I niniejszym wpisujemy się sami z Wnuczasem do Księgi Guinnessa w kategorii PRZEJAZD SINGIELTRACKIEM Z SAKWAMI, NAMIOTEM, KARIMATĄ I ŚPIWORKIEM. WY-KO-NA-NE🚴😎
Młody dokonał przejazdu całej trasy z Polesia (i singieltracka!) na starym rowerze po babci🙃
Cud w ogóle, że oba rowery te nadbużańskie bagna i starorzecza przeżyły! Tu pozdrowienia dla ekipy przemyskiego serwisu rowerowego Azymut👏
I co to wszystko ma wspólnego z Piekarnią? Jak to co - bez naszego chleba daleko byśmy nie zajechali - bo i jeść trza było i na zupki chińskie grosiki mieć☺️🙃
A gdyby się kto niecierpliwił brakiem wypieku na Piekarni - solennie obiecujemy wrócić w poniedziałek na szychtę. Na co najmniej trzy tygodnie! Potem się, oczywiście, zobaczy😎 Baaaaj😘
Ps.Niedziela czynne od 6 do 20. Będą fuczki, racuchy i proziaki!