16/02/2026
Kochani 🤍
Chciałabym podsumować ostatni bardzo intensywny weekend… a właściwie tydzień, który zaczął się już we wtorek.
We wtorek zaczęłam przygotowywać nadzienia do pączków, później ciasto, planowanie, rozpiski… a potem przyszedł Tłusty Czwartek, który przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Ilość zamówień była ogromna. Ogrom pracy, ogrom logistyki – i nie ukrywam kilka momentów kryzysowych też się pojawiło.
O 5:30 rano, stojąc nad nadziewanymi pączkami, powiedziałam nawet: „Nie damy rady”… i poleciały pierwsze łzy. Wtedy dotarło do mnie, że wydając pączki o 6:30 – tak jak było zaplanowane po prostu nie zdążymy ze wszystkim.
Wybiła 6:30. Pierwsze osoby przyszły po swoje zamówienia, które nie były jeszcze w 100% gotowe. Serce miałam w gardle. Nie wiem, jakim cudem to wszystko się tak zgrało. W międzyczasie dopiekaliśmy ostatnie partie pączków, nadziewaliśmy kolejne, pakowaliśmy zamówienia, a Wy już przychodziliście po odbiory – zarówno te zamówione wcześniej, jak i po pączki z wolnej sprzedaży.
Wszystko było sprzedawane dosłownie na bieżąco, prosto z produkcji, jeszcze świeżutkie. To było tempo, którego chyba nigdy wcześniej nie doświadczyłam.
Na szczęście miałam wspaniałe wsparcie w kuchni – dziękuję z całego serca osobom, które pomagały mi w tym dniu 🤍 W chwilach totalnego zmęczenia i mojego zwątpienia daliśmy radę.
Finalnie wszystkie zamówienia zostały wydane, a pączki z wolnej sprzedaży rozeszły się do ostatniej sztuki. W Tłusty Czwartek zrobiliśmy i sprzedaliśmy ponad 600 pączków!
Jak na pierwszy rok działalności w Zawierciu, na małą, rzemieślniczą pracownię, w której wszystko powstaje od podstaw – to dla mnie naprawdę ogromna liczba. Już wiem, co usprawnić za rok, żeby uniknąć takich kryzysów, ale mimo wszystko jestem z nas ogromnie dumna.
Miała być relacja z przygotowań – od robienia kremów, przez wyrabianie kulek na pączki, po smażenie… Chciałam Wam pokazać cały proces krok po kroku. Niestety jedyne zdjęcie, które udało mi się zrobić, to to pod tym postem. Potem wszystko ruszyło z taką siłą, że nie było już czasu nawet sięgnąć po telefon. Była totalna masakra – szybkie tempo, presja czasu i pełne skupienie na tym, żeby każde zamówienie wyszło jak najlepiej.
Jeśli pojawiły się jakieś niedogodności, pomyłki smakowe czy pączek nie wyglądał idealnie – bardzo przepraszam. Każdy z nich był zrobiony z sercem i ogromnym zaangażowaniem. Może nie były perfekcyjne wizualnie, ale mam nadzieję, że smakowały 🤍
A to nie był koniec wyzwań…
W piątek witrynka była zamknięta – od samego rana trwała dalsza praca. 150 bez z kremem na sobotę, monoporcje walentynkowe, torciki bento z oferty walentynkowej oraz Wasze indywidualne torty urodzinowe (dla dzieci i dorosłych!). W sobotę i niedzielę wróciła witrynka z walentynkowymi deserami, które przyjęliście cudownie – bardzo Wam dziękuję za tak ciepły odbiór 🤍
Ten tydzień to była ogromna kumulacja pracy, nieprzespanych godzin (tych było zdecydowanie więcej niż przespanych 😉), emocji i wdzięczności.
Dzisiejszy dzień to regeneracja na kanapie i zbieranie sił, bo od jutra ruszam z kolejnymi zamówieniami na torty i planowaniem następnej witrynki na weekend.
Dziękuję Wam, że jesteście.
Że zamawiacie.
Że wracacie po torty.
Że zaglądacie na witrynkę.
Robię wszystko, co w mojej mocy, żeby było jak najsmaczniej i żeby spełniać Wasze oczekiwania 🤍
Zapraszam Was na kolejne weekendowe witrynki – pączki jeszcze w tym roku na pewno się pojawią 😉
I oczywiście zapraszam do składania zamówień na torty okolicznościowe oraz desery.
Dziękuję, że jesteście ze mną i mam nadzieję, że zostaniecie na długo 🤍
Patrycja 💕