12/07/2026
…już słychać kopytka drewnianych koników czyli Reissefiber
Sztokholm, dzień -22
Nowy York dzień -68
jakoś spokojnie myślę o wyjeździe do Sztokholmu, dalej szlifuję misterny plan ale w sumie, dziś rano obudziłem się z myślą, że nawet jeśli nie zrealizujemy choćby części planu to i tak będzie fajnie, bilety na samolot są! podwózka z lotniska załatwiona! noclegownia umówiona! nawet ostatnio kupiłem kolejny statyw chachacha…. więc czego się bać? Będzie bardzo fajnie…. nawet przez chwilę nie porównuję do pewnego wyjazdu który, kurka, nie pyknął… za dużo wiem o wyjeździe do Sztokholmu, za „dużo sznurków trzymam w ręku”, plan a raczej jego zylionowa wersja dopracowany i mam nadzieję fajny, więc…. spokój kompletny…. a nawet juz mam większość „scenariusza” opowieści, którą po powrocie będę chciał Wam opowiedzieć!
Zapewniam wcale mi to nie psuje oczekiwania na szwedzki wyjazd! Świetnie się bawię tymi przygotowaniami…. no właśnie… świetnie się bawię, czuję olbrzymią radość oczekiwania… wogle olbrzymią radość… tym bardziej, że….
ostatnio zajrzała do piekarni znajoma, bardzo lubiona przez nas, nieco trzpiotowata młoda osoba, która popisuje do pewnego lubianego periodyku i zapowiedziała, że chce o mnie napisać… pogadalim, pogadalim, trochę probowaliśmy znaleść jakąś łączącą nas w tej materii myśl czy linię główną tego tekstu i… czy się udało to nie wiem, to już w głowie tejże Znajomej…. ale ja sobie przy okazji pomyślałem tekst lifestylowy, który chciałbym napisać i dać do poczytania w periodyku a nuż by się im przydał? ale potem jakoś mnie odeszło, nie tekst, bo ten już napisany w głowie, więc ani nie odejdzie ani już go pisać nie muszę ale dawanie, może dlatego jakoś nie sypią się propozycje współpracy chachacha….
ano moi drodzy bo janek koleny raz chce podjąś sie misjonarzowania! już mam na koncie namawianie do upraszczania przez moją pizze, która jest wolna od kopy dodatków, prób kategoryzowania i nazywania… pizza z cebulą to pizza z cebula a nie musi być żadną pizza Antka Boryny hihihihihi… od lat już opowiadam o upraszczaniu w przepisach pokazując przepisy, które każdy może zrobić w domu, kompletnie bez znajomości fachowych terminologii czy klasycznych metod…. ostatnio pomyślałem sobie mieszankę mąk, które kompletnie bez dodatków dały zupełnie nowy smak, tak pełny, że wystarcza tylko dobre masło, które też w prosty sposób sam robię, plaster pomidora (kupuję), i odrobina soli (które kupuję gdziekolwiek w świecie jesteśmy, lub dostaję w prezencie od ludzi z końców różnych świata - sól to osobny temat, niby to zawsze jest NaCl ale dodatki lub metody robią ją tak różną, teraz czekam na obiecaną sół z Francji a zakochany jestem w soli morskiej z Lofotów, takiej z wodorostami) by z kromki chleba zrobić kompletną kanapkę i smakołyk!
i to wszystko jest proste a ile radości!
no więc ten tekst miał być o tym jak po tygodniu pełnym asapów i list todo nagle patrzymy w lustro na kogoś kompletnie wypalonego, kto już nawet nie potrafi wypoczywać i musi szukać coraz bardziej wyszukanych metod wsparcia, psychoterapełtów (zamierzone!) czy siakiejś aszwagandy… ale po co skoro w każdej szafce kuchennej czeka wsparcie, w każdym domu jest wszystko co może zastąpić nerwowe zerkanie na pusze w telefonie, czego znowu oczekuje od nas korporacyjny poganiacz?
może zamiast nerwowo miotać się bo tyle do zrobienia, po prostu upiec chleb? zrobić masło? ugnieść makaron? to takie proste rzeczy, z racji przepisu narzucające powolne, spokojne działanie, wyrabianie ciasta to proste, powtarzające się ruchy, przerwy między kolejnymi chwilami, kiedy jesteśmy ciastu na coś potrzebni są na tyle długie, że uwalniają nas od pośpiechu i nerwowości a na tyle krótkie by trzymać nas z dala od robienia czegoś w tzw. „międzyczasie”, czasu akurat tyle by przerzucić kilka kartek czytanej akurat książki, może ulubionego magazynu czy gazety… w tle gra sobie jakaś muzyka czy nieabsorbujący filmik na ekranie….
a efekt? kroma z masłem i miodem, a może tost z ciągnącym się serem, micha parującego papardelle z gęstym grzybowym sosem?
to się może udać tylko pod jednym warunkiem: nie będziemy się „napinać”!
i to jest teraz moja misja, powtarzać i przypominać, jak fajne może być domowe pieczenie chleba, pizzy, robienie makaronu czy innych takich ale tak by dawały radość! to nie jest konkurencja, nieważne czy chleb nam urośnie o centymetr wyższy czy pęknie w dobrym miejscu czy ma równo otwarty miąższ…. radość z pieczenia, radość z gotowania… sami sobie to zabieramy a po co?
wiem co mówię, bo sam przeszedłem przez ten etap, napinałem się, napinałem aż któregoś dnia gumka puściła i zdziwiony zobaczyłem, że nie muszę mieć koszyków czy pojemników najlepszych firm, termometrów laserowych ani wag dokładnych do mikrogramów… oczywiście fajnie mieć fajne rzeczy i mam takich sporo…. choćby mam piękny nożyk do ciasta zrobiony z egzotycznego drewna z mosiężnymi okuciami, zamknięty w misternie wykonanym puzderku, piękny drobiazg, którego nigdy nie użyłem…. odkąd piekę, a już tego trochę jest, używam… nożyków do taper z budowlanego sklepu (oczywiści odkażonych i umytych)…. koszyków w domu używam już od prawie 10 lat tych samych bo działają więc po co zmieniać?
Nie zrozumcie mnie źle, ja lubię fajne rzeczy, jak sobie coś upatrzę to koniec końców… jak mnie stać to to mam, jak mnie nie stać to nie mam…. ale od dawna już dawna już u mnie kolejność zrobiła się taka, że najważniejsze są prostota i radość! proste przepisy, proste narzędzia, proste metody i duuuużo radości.
więc moi Drodzy nie napinamy się, szukamy radości i prostoty a żadna aszwaganda nie będzie nam potrzebna….
tylko na książkach nie umiem jakoś oszczędzać, właśnie przyszły kolejne z zamorskiej krainy, hihihihih… muszę się pozbierać to Wam o nich opowiem….