100bochenkow

100bochenkow To piekarnia holistyczna, karmi ciało chlebem i dusze słowem. wspieraj jeśli lubisz:

https://buycoffee.to/100bochenkow

10/08/2026
10/08/2026

tunnellbana czyli czyli hotdogowa porażka….

Nowy York - 40 dni…

Wszystko się udało… można powiedzieć PYKŁO! Choć nie było idealnie! Bo z hotdogami kicha! ale o tym za chwilę!

Jakoś tak byłem na początku podróży byłem okrutnie spięty, miotałem się i nerwowo sprawdzałem po raz zylionowy czy wziąłem wszystkie potrzebne rzeczy… nie wspomnę o pakowaniu bo… ja nigdy nas nie pakuję hihihihi Mamek jest zbyt dobrze zorganizowana, żebyśmy mogli sobie pozwolić na zmarnowanie takiego potencjału. Ma wszystkie potrzebne pojemniczki, torebeczki i organizatorki. Wszystko ląduje w odpowiednim miejscu w walizkach i plecaczkach…. bokserek, skarpetek i podkoszulek mam zawsze z zapasem biorącym pod uwage moje niezgrabiostwo i olbrzymią umiejętność oblewania się wszelkimi sosami czy oliwami… koszula też o jedna za dużo hihihihihi
ja tylko dbam o tak mniej ważne sprawy jak bilety, paszporty, przewodniki i mapy… i oczywiście cały ten sprzęt, który mam nadzieję użyć (choć czasem wraca nieużyty)… i swoje lekarstwa… tu się nie popisałem bo pakując tafelki dwóch ważnych lekarstw spakowałem dwie jednakowe zamiast po jednej każdego ale skoro to piszę to jakoś się udało….

a potem było już tylko spokojniej i łątwiej…. samochód, parking, lotnisko, odprawy, samolot, fotele…. i zaczęło być fajnie :)

pierwszy raz lecieliśmy Norwegian… i polecam bardzo… mniej czułem się jak w… innych liniach budżetowych… czysto, spokojnie, pogadalim ze stewardem… nawet nagabywania na kupowanie prawie nie było…i wylądowało mietko!

a potem petarda czyli Arlanda Express - ale lubię!!!!!! To nie jest najtańsza opcja, ale noicoztego? W naszych wyjazdach nie chodzi, żeby było jak najtaniej tylko żeby było fajnie! Nie, nie mówię, że rozrzucamy się pieniądzami ale lubie tak organizować, żeby w miarę budżetu (no może mam letką inklinację do przekraczania budżetu hihihihi ale o tym wiem tylko ja jako KaOwiec i Płatnik - to mojej gestii jest zorganizować kasę, która jest poza domowym budżetem!)… tak czy owak AE jest bardzo szybka, wygodna i czysta… PERONY SĄ WYŁOŻONE WYKŁADZINĄ DYWANOWĄ KTÓRA JEST CZYSTA! a jeśli się kupi bilety wcześniej, przez sieć i najlepiej grupowy, a okazuje się, że w Skandynawii już dwie osoby to grupa ;) i od razu robi się finansowo przyjemniej. No fakt nas ceny specjalnie nie szokowały gdyż mieszkamy w Krakowie, które niespecjalnie odbiega cenowo od innych europejskich miast….
Wyszliśmy z ogromnego dworca centralnego i po kilku krokach weszliśmy do lobby Radissona Blue… tylko nie tego w którym mieliśmy pokój hihihihihi bo Radissonów jest tam kilka, ale bardzo miły Pan wytłumaczył a nawet wyszedł z nami i pokazał palcem bo do naszego było kilkadziesiąt kroków :)
Ja bardzo czekałem bo miałem juz zameldowanie zrobione i miałem podejść do maszyny i pobrać karty klucza do pokoju, ale maszyna pobrzęczała i powiedziała….”idź do człowieka on da Ci klucze/karty” i pani dała chętnie choć bez uśmiechu (to jakoś mi utkwiło w głowie, że w Sztokholmie ludzie z którymi rozmawiałem uśmiechali się jakoś oszczędnie….

pokój idealnie czysty z pięknym widokiem na… wszystko co ciekawe w Sztokholmie czyli panoramiczne widzenie na wiele! Aż się trochę nie chciało wychodzić z pokoju!

Ale kiedy się już zachciało to się zaczęlo, pycha taki wyjazd! Plan cały zrealizowany, z malutkimi koretkami ale życie tak podpowiedziało! I wszystko było i klopsiki i pałac królewski i grała Abba i był majestatyczny statek (odszczekuję wszystko co wcześniej mówiłem o tym muzeum, dla niego samego warto odwiedzić Sztokholm! I dużo kawy i dużo cynamonek i świetny obiad we włoskiej restaracji z kelnerem, który podbiegał kiedy choć na chwilę zawahałem się, który kawałek kalmara zjeść jako następny i pytał grzecznie czy jest ok…. było bardzo ok (a zapłaciłem mniej niż w KRK za podobną ucztę!)
i już się zrobiło tekścisko długaśne a ja nawet nie zacząłem opowiadać….

PYKŁO! PYKŁO! PYKŁO! Wrócimy do Sztokholmu, do Skandynawii, no może poza jednym miastem hihihihi choć ostatnio miałem taką myśl, że może i temu miejscu trzeba dać jeszcze jedną szansę ale na naszych zasadach bo tak jest o wiele lepiej!

dobra kończę, więcej będzie w filmiku, który mam nadzieję już skończyłem i w komentarzach daję link do YouTube - oglądajcie proszę i podbijajcie subskrypcjami i komentarzami a może i lajkami?

w komentarz pytajcie o różne rzeczy, jeśli chcecie oczywiście, tylko nie pytajcie mnie o ceny!!!! to była nasza podróż poślubna… 30 lat po ślubie… więc nie założyłem sobie żadnych granic fiskalnych! moje Kochanie miało dostać cokolwiek by chciało i mam nadzieję, że się spisałem!

ps. 1 pierwszym komentarzu daję link do filmowej wersji tej opowieści, bądźcie wyrozumiali i lajkujcie, komentujcie i subskrybujcie
ps. 2 wspierajcie kanał na https://buycoffee.to/100bochenkow

Poprzedni wpis usunąłem....Teraz tylko informacyjnie 🙂Kilka dni nas nie będzie, wracamy w sobotę 08.08Do zobaczenia!Mirk...
02/08/2026

Poprzedni wpis usunąłem....

Teraz tylko informacyjnie 🙂

Kilka dni nas nie będzie, wracamy w sobotę 08.08

Do zobaczenia!

Mirka i Jan :)

Juz za parę dni, za dni parę… a ja w lesie.w uszach… właściwie nic, tylko szum… ale o tym za chwilęSztokholm - 8 dni!Now...
26/07/2026

Juz za parę dni, za dni parę… a ja w lesie.
w uszach… właściwie nic, tylko szum… ale o tym za chwilę

Sztokholm - 8 dni!
Nowy Jork - 53 dni

najpierw szum w uszach… pomyślcie jak wkurzające jest jak szumi w uszach! Jak męczy szum, który z jakiejśtam przyczyny słyszycie np. od godziny, paru godzin? A ja taki szum słyszę od… paru lat, non stop… od czasu ostatniego (mam nadzieję!) udaru. Czasem słabiej, czasem mocniej ale cały czas… budzicie się i szum, słuchacie ptaków a nagle głośniejszy od nich jest szum, zdenerwujecie się… mocny szum…. bardzo to męczy ale cóż, taki mamy klimat w głowie….

Niestety, ostatni czas, mocno trudny dla mnie sprzyja mocno szumowi, złemu samopoczuciu, wyczerpaniu i chwilom strachu, że może znowu zaczyna się niefajnie…. ale potem spodnie na pupę i do pracy!

Tym bardziej czekam jak kania dżdżu wyjazdu, lotów, turbulencji. To nic strasznego, smolot jest otulony taką „galaretką” z powietrza i nie bardzo może z niej wypaść bo za gęsta! nie ma sie czego bać! jeśli się boicie to patrzcie na załogę pokładową, na wodę w butelce przed wami, na przedmioty na stolikach itp itd, podnieście nieco nogi z podłogi i nie napinajcie mięśni, dopóki roznoszą posiłki, a przypadkach tanich linii, dopóki probują Wam coś sprzedać hihihiihihi to jest dobrze! Pisałem to ja, który już raz lądowałem w asyście całej dostępnej straży pożarnej na lotnisku i którejś zimy wracałem do domu, doświadczając nad Kanadą takich turbulencji, że cała załoga była przypięta, żadnych posiłków czy napojów, cały czas pasy i komunikaty…. no i co zrobił Janek? Otulił się szczelnie ciepluchnym swetrem i… usnął…. bo co mógł innnego? chachacha….

teraz tylko +-dwie godziny lotu nad Oceanem Bałtyckim (i to blisko brzegu) to nawet nie ma kiedy nas poturbulencjowach….

właśnie sobie uświadomiłem, że jeszcze jednego nie mam gotowego, czyli moich zatyczek do uszu, które redukują zmiany ciśnienia w czasie startu lub lądowania…. czyli w sumie moje przygotowania w proszku! Oczywiście to kokieteria bo nawet plan na te trzy dni to już versja 6.2 chachacha, w głowie lista wszystkich sprzętów do zabrania czyli jak najmniej…. ostatnio rozmawiamy z Mamkiem a Ona cała w nerwach bo nie wiem, która sukienka i które do niej korale, uspokajam, głaskam po ramieniu i mówię.. Kochanie przecież wykupiłem dla Ciebie specjalnie „dodatkową walizkę” a to tylko kilka dni, podzielimy się i każdy sobie powkłada tam co chce, a może możesz na przykład z czegoś zrezygnować? W tym momencie już wiedziałem, że gupie to było pytanie, Mamek spojrzała na mnie wzrokiem, który powiedział wszystko i słodko odpowiedziała, że najłatwiej przyjdzie Jej zrezygnować w tej dodatkowej walizce z moich rzeczy i skoro jestem taki mądry to na pewno umiem zmieścić się w malutkim plecaczku, które używamy jako zasadnicze…. Kochanie Ty moje, taż ja się ograniczyłem już do tylko jednego statywu, kupiłem nowe mniejsze mikrofony i znowu nie zabiorę mojego ukochanego największego aparatu! dobra jak chcesz to zrezygnuję z czystej bielizny i skarpet…. nieeeeeee…. nie dałbym rady, a poza tym to napewno przy pierwszej okazji upaćkam się czymś i będę musiał ubrać inną koszulę!

ale tak przy okazji to naszła mnie niezwyciężona chęć na sprzątanie! Zrobiłem przegląd sprzętów, które nagromadziłem, już pod młotek poszło trochę aparatów, słuchawek…. myślę, że na fali entuzjazmu przeglądnę i pozbędę się mojej kolecji wag, maszynek do krojenia chleba, może nawet pozbędę się swojej starej maszyny do pisania? oj… chyba za śmiały plan, ale zgodnie z radą Mamka czyli „jedna rzecz na raz” robię to fazami, więc może mi przejdzie? a może sie utrwierdzę?

ale póki co to czytam kolejny raz mój dopieszczony do granic możliwości i wypchany możliwościami plan smakowania Sztokholmu…. Fajne bo wysłałem ten plan znajomej Szwedce (takiej trochę polskiej Szwedce, która mieszka od dawna w Sztokholmie, ale pomieszkuje też w Polsce) i ta właśnie Szwedka poczytała plan i powiedziała, że będzie go dawać wszystkim swoim gościom jako zalecenia hihihihihihi….. Więc pomyślałem, że skoro tak, to po powrocie, kiedy już będziemy wiedzieć czy on dobry, to może umieszczę go przy którymś opowiadaniu, kto będzie chciał to sobie zabierze. Może nawet zrobię jeszcze trasy, można to zrobić w mapsach guglowych, miałem to zrobić dzisiaj bo siedze znowu sam w domu… tzn. z Bolusiem… ale On śpi teraz dużo ;( więc… i mnie taka jakaś niemoc dopadła, że nie zrobiłem…. praktycznie nic….

dobra, to teraz poczytam plan jeszcze raz, może a nuż?

i odliczamy bo za parę dni, za dni parę zaczynamy nasza wymarzoną „Podróż poślubą 30 lat po ślubie”

ps. dostaliśmy ostatnio kolejną jednogwiazdkową opinię, przygnębiło mnie to i wzburzyło, pokrzykiwałem, że niesprawiedliwa i ładowałem działa najbardziej kąśliwymi ripostami…. ale nagle, dzięki słowom Mamka, zrozumiałem że za bardzo wszedłem w konwencję i leżę na podłodze tupiąc nóżkami i krzycząc „o laboga! jest ktoś kto mnie nie lubi, nie zniosę tego!”… złapałem oddech i.. w sumie to ta opinia jest pozytywna, że szybko znika z półek, że pogaduchy, że ja „miły” i szczery… tylko skoro tak fajnie to czemu klimat na 1 tylko? ale może to też dobrze, to miejsce wymyka się standardom, takie było zamierzenie i tak będzie do samego końca mojego lub jej (piekarni) amen!

ps. wspierajcie nas na https://buycoffee.to/100bochenkow

…już słychać kopytka drewnianych koników czyli ReissefiberSztokholm, dzień -22Nowy York dzień -68jakoś spokojnie myślę o...
12/07/2026

…już słychać kopytka drewnianych koników czyli Reissefiber

Sztokholm, dzień -22
Nowy York dzień -68

jakoś spokojnie myślę o wyjeździe do Sztokholmu, dalej szlifuję misterny plan ale w sumie, dziś rano obudziłem się z myślą, że nawet jeśli nie zrealizujemy choćby części planu to i tak będzie fajnie, bilety na samolot są! podwózka z lotniska załatwiona! noclegownia umówiona! nawet ostatnio kupiłem kolejny statyw chachacha…. więc czego się bać? Będzie bardzo fajnie…. nawet przez chwilę nie porównuję do pewnego wyjazdu który, kurka, nie pyknął… za dużo wiem o wyjeździe do Sztokholmu, za „dużo sznurków trzymam w ręku”, plan a raczej jego zylionowa wersja dopracowany i mam nadzieję fajny, więc…. spokój kompletny…. a nawet juz mam większość „scenariusza” opowieści, którą po powrocie będę chciał Wam opowiedzieć!
Zapewniam wcale mi to nie psuje oczekiwania na szwedzki wyjazd! Świetnie się bawię tymi przygotowaniami…. no właśnie… świetnie się bawię, czuję olbrzymią radość oczekiwania… wogle olbrzymią radość… tym bardziej, że….

ostatnio zajrzała do piekarni znajoma, bardzo lubiona przez nas, nieco trzpiotowata młoda osoba, która popisuje do pewnego lubianego periodyku i zapowiedziała, że chce o mnie napisać… pogadalim, pogadalim, trochę probowaliśmy znaleść jakąś łączącą nas w tej materii myśl czy linię główną tego tekstu i… czy się udało to nie wiem, to już w głowie tejże Znajomej…. ale ja sobie przy okazji pomyślałem tekst lifestylowy, który chciałbym napisać i dać do poczytania w periodyku a nuż by się im przydał? ale potem jakoś mnie odeszło, nie tekst, bo ten już napisany w głowie, więc ani nie odejdzie ani już go pisać nie muszę ale dawanie, może dlatego jakoś nie sypią się propozycje współpracy chachacha….

ano moi drodzy bo janek koleny raz chce podjąś sie misjonarzowania! już mam na koncie namawianie do upraszczania przez moją pizze, która jest wolna od kopy dodatków, prób kategoryzowania i nazywania… pizza z cebulą to pizza z cebula a nie musi być żadną pizza Antka Boryny hihihihihi… od lat już opowiadam o upraszczaniu w przepisach pokazując przepisy, które każdy może zrobić w domu, kompletnie bez znajomości fachowych terminologii czy klasycznych metod…. ostatnio pomyślałem sobie mieszankę mąk, które kompletnie bez dodatków dały zupełnie nowy smak, tak pełny, że wystarcza tylko dobre masło, które też w prosty sposób sam robię, plaster pomidora (kupuję), i odrobina soli (które kupuję gdziekolwiek w świecie jesteśmy, lub dostaję w prezencie od ludzi z końców różnych świata - sól to osobny temat, niby to zawsze jest NaCl ale dodatki lub metody robią ją tak różną, teraz czekam na obiecaną sół z Francji a zakochany jestem w soli morskiej z Lofotów, takiej z wodorostami) by z kromki chleba zrobić kompletną kanapkę i smakołyk!

i to wszystko jest proste a ile radości!

no więc ten tekst miał być o tym jak po tygodniu pełnym asapów i list todo nagle patrzymy w lustro na kogoś kompletnie wypalonego, kto już nawet nie potrafi wypoczywać i musi szukać coraz bardziej wyszukanych metod wsparcia, psychoterapełtów (zamierzone!) czy siakiejś aszwagandy… ale po co skoro w każdej szafce kuchennej czeka wsparcie, w każdym domu jest wszystko co może zastąpić nerwowe zerkanie na pusze w telefonie, czego znowu oczekuje od nas korporacyjny poganiacz?
może zamiast nerwowo miotać się bo tyle do zrobienia, po prostu upiec chleb? zrobić masło? ugnieść makaron? to takie proste rzeczy, z racji przepisu narzucające powolne, spokojne działanie, wyrabianie ciasta to proste, powtarzające się ruchy, przerwy między kolejnymi chwilami, kiedy jesteśmy ciastu na coś potrzebni są na tyle długie, że uwalniają nas od pośpiechu i nerwowości a na tyle krótkie by trzymać nas z dala od robienia czegoś w tzw. „międzyczasie”, czasu akurat tyle by przerzucić kilka kartek czytanej akurat książki, może ulubionego magazynu czy gazety… w tle gra sobie jakaś muzyka czy nieabsorbujący filmik na ekranie….
a efekt? kroma z masłem i miodem, a może tost z ciągnącym się serem, micha parującego papardelle z gęstym grzybowym sosem?

to się może udać tylko pod jednym warunkiem: nie będziemy się „napinać”!
i to jest teraz moja misja, powtarzać i przypominać, jak fajne może być domowe pieczenie chleba, pizzy, robienie makaronu czy innych takich ale tak by dawały radość! to nie jest konkurencja, nieważne czy chleb nam urośnie o centymetr wyższy czy pęknie w dobrym miejscu czy ma równo otwarty miąższ…. radość z pieczenia, radość z gotowania… sami sobie to zabieramy a po co?
wiem co mówię, bo sam przeszedłem przez ten etap, napinałem się, napinałem aż któregoś dnia gumka puściła i zdziwiony zobaczyłem, że nie muszę mieć koszyków czy pojemników najlepszych firm, termometrów laserowych ani wag dokładnych do mikrogramów… oczywiście fajnie mieć fajne rzeczy i mam takich sporo…. choćby mam piękny nożyk do ciasta zrobiony z egzotycznego drewna z mosiężnymi okuciami, zamknięty w misternie wykonanym puzderku, piękny drobiazg, którego nigdy nie użyłem…. odkąd piekę, a już tego trochę jest, używam… nożyków do taper z budowlanego sklepu (oczywiści odkażonych i umytych)…. koszyków w domu używam już od prawie 10 lat tych samych bo działają więc po co zmieniać?
Nie zrozumcie mnie źle, ja lubię fajne rzeczy, jak sobie coś upatrzę to koniec końców… jak mnie stać to to mam, jak mnie nie stać to nie mam…. ale od dawna już dawna już u mnie kolejność zrobiła się taka, że najważniejsze są prostota i radość! proste przepisy, proste narzędzia, proste metody i duuuużo radości.

więc moi Drodzy nie napinamy się, szukamy radości i prostoty a żadna aszwaganda nie będzie nam potrzebna….

tylko na książkach nie umiem jakoś oszczędzać, właśnie przyszły kolejne z zamorskiej krainy, hihihihih… muszę się pozbierać to Wam o nich opowiem….

Mama czyli… okruchami własnego serca też można się poranić… #581w uszach…. Piotr Szczepanik, czyli płyta tylko rok młods...
05/07/2026

Mama czyli… okruchami własnego serca też można się poranić…
#581
w uszach…. Piotr Szczepanik, czyli płyta tylko rok młodsza ode mnie….

dwa dni były spokojne (błogosławiona farmakologia!)… dziś koszmar, coś podobno mówiłem w nocy ale nie pamiętam snu, budziłem się co chwilę, żeby pić kompulsywnie wodę i zasypiać na kolejną chwilę… Mamek nade mną czuwała, głaskała bo głowie…
…rano zacząłem przeglądać Wasze słowa pełne empatii…. i nagle zorientowałem się, że choć wydaje mi się, że potrafię igrać ze słowem to tak naprawdę w chwili tak istotnej jak ta, która się właśnie dzieje, cokolwiek napiszę to samemu mi wydaje się banalne…
widać nie wiem, jak ubrać w słowa to wszystko co czuję, jak bardzo chcę podziękować za całe wsparcie jakie od Was dostałem….

dziękuję!

…mieszka we mnie smutek, który już zawsze ze mną będzie, muszę nauczyć się, że nagle przestałem być dzieckiem…. przecież nigdy już nie usłyszę: Dziecko marnie wyglądasz, zjedz coś! …ale ten smutek mieszka we mnie juz od ponad 20 lat, kiedy odszedł Tato… słyszałem wtedy pocieszenia …musisz to przepracować… trzeba się z tym pogodzić… z czasem to zaakceptujesz… zrozumiesz…. minęło ponad 20 lat i wciąż nie rozumiem… i nie było dnia żebym choć przez moment nie myślał o Tacie…. teraz znowu nie rozumiem i chyba nawet nie probuje zrozumieć…. ale też nie potrzebuję tego przepracowywać czy jakoś inaczej „leczyć”. Nie spodziewajcie się po mnie żadnej ostentacyjności, nie będę tego w żaden sposób manifestował ani strojem ani zachowaniem… ten smutek jest we mnie, jest nieodłączną częścią mnie ale nie jest karą ani traumą tylko świadomością czasu…. widać świat tak został pomyślany, że jest pora powitań i czas pożegnań…..

jest we mnie tyle wspomnień, myśli… są też wyrzuty sumienia, że może zostały rzeczy niezrobione czy niedokończone ale tak też chyba jest, że nie wszystko zdążę….

nie wiem, może któregoś dnia obudzę się z myślą, że zrozumiałem….
a może będę odkurzał wspomnienia, dbając by nie wyblakły….

a Wam dziękuję……

c.d.n?

...dziś nad ranem odeszła nasza Mama....nie wiem czy jest coś po drugiej stronie czasu... nikt nie wie... wierzymy... al...
30/06/2026

...dziś nad ranem odeszła nasza Mama....

nie wiem czy jest coś po drugiej stronie czasu... nikt nie wie... wierzymy... albo nie wierzymy... ale nie wiemy!

Wiem natomiast, że jeśli tam coś jest to nasi Rodzice są tam razem.... Mama gładzi Tatę po włosach i poprawia Mu koszulę... mowi "no jestem!"... a Tato nic nie mówi, tylko się uśmiecha...

Ps. nie wiem kiedy będę w piekarni... najpierw
muszę pozbierać kawałeczki serca, które popękało...

Czucie i wiara silniej mówi do mnie, niż… czyli wirtualne koniki.z cyklu „Podróże poślubne”w uszach radio Chilli z Kalif...
21/06/2026

Czucie i wiara silniej mówi do mnie, niż… czyli wirtualne koniki.
z cyklu „Podróże poślubne”
w uszach radio Chilli z Kalifornii (czemu słucham audycji z tamtąd? bo mi się urodził w głowie kolejny pomysł, ale sam sobie boję się do tego przyznać i wyartykułować hiihihhihi)

Sztokholm, dzień -(minus) 42
Nowy Jork, dzień -(minus) 88
Bergamo, dzień -(minus) nie wiadomo ile
Islandia, dzień -(minus) nie wiadomo ile

…a kiedy już napisałem poprzedni tekst, w którym powołuję się na mądrą radę (wciąż uważam, że jest mądra!), popatrzyliśmy sobie z moją Mądrą i Dobrą Żoną w oczy i… zacząłem dekonstruować nasz najbliższy wyjazd! Podróż poślubna to taki fajny czas, kiedy się nie ma jeszcze żadnych wątpliwości ani żadnych trudnych chwil za sobą, jeszcze w dłoni trzyma się „koperty z prezentami”, biega się w podskokach, trzymając się za ręce i głośno się śmiejąc…. no a jak moglibyśmy się śmiać i trzymając się za ręce podskakiwać, mając w głowie, że bardzo ważnej dla nas osobie jest „źle”… nie! nie powiem o co chodzi bo to prywatny obszar tej osoby i nie mam żadnego prawa opowiadać o tym. Zdradzę Wam tylko, że mamy kumulację i nagromadziło się trosk o osoby nam bliskie i nie bez korezy używam liczby mnogiej :(

tak czy inaczej, znowu chwyciłem za telefon i wykonałem zylion telefonów, żeby odwołać, przesunąć i wytłumaczyć…. Oczywiście pierwsza klęska bo tanie linie są tanie tylko na samiuteńkim początku i już wiem, że bajki pt. bilety za 100 złotych do Pernambuko to bajka o szklanych bucikach…. czytam „u nas najtaniej, sprzedamy Ci bilety za 89,99 w trzy strony!” klikam i następnej tablicy widzę „jeśli chcesz oddychać powietrzem to poprosimy o dodatkowe 121,34… jeśli chcesz patrzeć przez prawe okno to doliczamy 203,53, jeśli chcesz patrzeć przez lewe okno to w promocji doliczymy Ci tylko kolejne 203,53, a jeśli chciałbyś mieć komfort puszczania bąków w samolocie to…..” tu oczywiście nakrzyczycie na mnie, że nie muszę oddychać przez gupie dwie godziny z kawałkiem, nie muszę rozglądać się w prawo ani w lewo…. że o bąkach nie wspomnę…. ale nie po to chcę gdzieś wywruszyć by odfajkować kolejny kraj na liście i nie muszę zaliczyć wszystkich 195 krajów świata (czy nawet 206 według MKOl)… gdyż podróżnikiem nie jestem! Ja!… chcę!… zaprosić!… moją!… Żonę! w podróż poślubną…. może nawet więcej niż raz! I chcę, żeby to było fajne a może nawet faoskie! Nie chcę szukać najtańszych rozwiązań, które pozwolą mi przepakować walizki i lecieć dalej, ja chcę, żeby było FAOSKO! (nie mogę się przyznać, że sam lubię jak jest trochę „zbytkownie” ale mogę znowu zacytować Kargula „…mnie tam luksus nie przeszkadza!…”)
Trochę uratowałem (bilety na AE, bilety na tramwaje i bilety do muzeów - bo już wszyściuśkie mieliśmy zakupione ;)), a najważniejsze, że nasz hostel zaproponował nam zmianę terminu, co prawda musimy zrezygnować z piętrowego łóżka i do łazienki na korytarzu będzie trochę dalej ale w ramach pocieszenia będziemy mieć z pokoju widok na dziedziniec wewnętrzny!!!!
To też była duża historia bo rezerwację z chytrości zrobiłem przez boo****.**m i to bardzo fajne rozwiązanie jest (w Europie!) bo w jednym miejscu możemy załatwić wszystko, dopóki nie zacznie się „pod górkę”. W czasie rozmowy z hostelem usłyszałem, że „bez problemu” tylko… skoro zrobiłem rezerwację przez boo****.**m to oni muszą dostać takie zapytanie od boo****.**m bo tak jest skonstruowana umowa współpracy…. a boo****.**m powiedzial „no zobaczymy co na to powie hostel bo my właściwie nic nie możemy” piłeczka odpiła się zylion razy a po drodze dzwniłem do Sztokholmy, Bombaju, Krakowa, znowu Bombaju….. a nagle spotkałem magiczną osobę (to prawdziwy człowiek!) Emilię z hostelu w Sztokholmie, która po wytłumaczeniu sprawy i kilku prostych mailach, napisała „nie denerwuj się, ja tym się zajmę!” i w ciągu kilkunastu minut spowodowała, że hostel przesunął nam bezpłatnie termin pobytu. Oczywiście, odsunąłem ile się dało, wiadomo dlaczego… ale już mam w głowie myśl, a jeśli dalej będzie trosk w głowie dużo? to najwyżej napiszę do Emilii „do zobaczenia, może, któregoś dnia” i odwołam nasz pobyt…. i to bez poczucia straty czy żalu do losu, opatrzności czy wszechświata…. Bo takie jest życie….

… więc od początku ściubię grosiki na bilety lotnicze, klopsiki, na koniki, których ma być więcej niż jeden, nie składam tylko na magnesiki (wiadomo dlaczego, choć ostanio dostało mi się od kuzynki mojej Żony, że krytykuję zbieranie magnesików hihihihihi)

…i myślę o Ważnych dla nas Osobach i wzdycham gdzieś tam w chmury i jak mantrę powtarzam, parafrazując słowa Okudżawy

„…Panie zielonooki…. i ich w opiece swej miej…”

PS. siedzimy, o dziwo, razem przez weekend w domu, ale pociechy ze mnie żadnej nie ma, bo się całkiem „rozleciałem” i fizycznie i psychicznie i organizm zastrajkował i „puściło na szwach” + nie lubię wstawać teraz z łóżka bo mamy nową, bardzo luksusową i niesamowicie wygodną pościel… ale to już inna bajka

ps. wspierajcie nas: https://buycoffee.to/100bochenkow

Pakowanie wirtualne czyli ja niepodróżnik czekam na podróż jak kania dżdżu.z cyklu „podróże poślubne”dzień -(minus) 8 al...
14/06/2026

Pakowanie wirtualne czyli ja niepodróżnik czekam na podróż jak kania dżdżu.

z cyklu „podróże poślubne”

dzień -(minus) 8 albo -7?

Ania z NiuJorku powiedziała kiedyś zdanie, które mocno utkwiło mi w głowie i wybrzmiewa jako dobra/mądra rada: „w życiu jest jak w samolocie, kiedy „mocno rzuca” najpierw nakładasz sobie maskę a dopiero później innym” to nie samolubstwo tylko rozsądek.
Nie można pomagać innym jeśli sam nie masz czym oddychać… Gorzej bo czasami nawet jak w środku jeszcze trochę jest mocy to wypala ją do cna poczucie bezradności. Ja rozumiem… „takie jest życie” itp itd ale nic w tym dziwnego, że człowiek się w środku szarpie….

w oku cyklony różnych rodzinnych wydarzeń (o których nic więcej nie napiszę!) poczułem, ja niepodróżnik, że bardzo chciałbym, żeby nasze sztokholmska wyprawa się odbyła i udała….
Ha! przy okazji zobaczyłem ile w moim życiu jest „nie”…. Jestem niepiekarzem, a w miarę mi się udaje ten czy inny bochenek, jestem niepodróżnikiem ale cieszę się na podróż, jestem….. długo by wymieniać… w sumie patrząc z boku to fajne, że niewybory mogą sprawiać tyle przyjemności….

reasumując, jeździmy sobie po domu licznymi walizkami, każda ma nieco inny kolor i wymiary poszczególnych linii lotniczych, na stertki zbieramy pokrowczyki, kosmetyczki, pojemniczki, futeraliki…. ja zbieram pęki kabli i kart pamięci (ze mną pewnie skończy się tak, że jeśli wogle coś nagram to nagram to ajfonem, więc wezmę aparat, który i tak biorę oraz łądowarkę, którą i tak biorę i już… Mamek jest na lepszym etapie odnośnie wyposażenia bo już nawet ma wybraną ksiązkę, której jeszcze nie czyta, bo zacznie czytać w hostelu (hihihihihi) a w wyposażeniu pokoju mamy wykupione oświetlenie i chyba lampki przy łóżkach…. A… JA…. JESZCZE… NIE… WYBRAŁEM…. COBĘDĘCZYTAŁ!!!!! No w końcu to trzy dni, książka się przyda! A jeśli będzie padało? Kupiem ultralekkie peleryny w planowaniu deszczowego Bergen (które, jak wiadomo, no, kurka, nie pykło!) ale w Bergen była piękna, słoneczna pogoda, więc peleryny dalej w fabrycznych opakowaniach… Może wogle sprawdzę czy one tam naprawdę są bo paczuszki siakieś letkie takie… :)… w sumie to wolałbym chodzić w deszcze pod parasolem (jakiś czas temu kupiłem taki baaaardzo duży, ale on jest zaplanowany na NY, tam chciałem chodzić pod parasolem jak jakiś „Polishman in New York”, ale…. Nowy Jork dzień -(minus) 96)….
Reasumując książka niewybrana, kabelki niepoukładane, mandżurek niespakowany, plan zrobiony…nie…. PLAN zrobiony! wciąż go udoskonalam, choć już wcześniej nie był zły… ale wiecie, Podróż Poślubna nie powinna być niedopracowana w żadnym aspekcie! Kupione już bilety na Arlanda Express, kupione bilety do Muzeum Abba (tam trzeba kupić w wyprzedzeniem bo kupuje się na dzień i konkretny przedział czasu, okna 30 minutowe), wiem którą piekarnię chcę odwiedzić… ale książka wciąż nie wybrana 😞

Generalnie, powiem Wam, mnie samego zaskoczyło, jak bardzo czekam na te trzy dni! Nie! nie stanę się podróżnikiem i nie wiem ile jest krajów na świecie ale chętnie bym już coś następnego organizował i „konsumował” zebrany plan…. ale może w moim przypadku to nie kompletowanie dokonań tylko przyjemność z faktu, że to są kompletnie inne dni, co ciekawe będą one bez zapachu zaczynu i smaku mąki w gardle, bez ciężkich worków i wysokich temperatur…. ja takie herezje głoszę? No ja, wyobraźcie sobie, ostatnio uświadomiłem sobie, że może lubię znowu czyste, pachnące koszule, może znowu lubię dni bez napinki, że jeżeli usiądę na 10 minut to wszystko, co następne, w harmonogramie posypie się jak domek z kart? A może po prostu jestem bardzo zmęczony? zobaczymy kiedy będę wsiadał do Arlanda Express jadącego z Stockholm Central do lotniska Arlanda….. 🙂

Kończę bo muszę wrócić do wybierania książki na wyjazd…

ps.1 znowu siedzę sam w domu, Mamek wyjechała, ja wczoraj wróciłem, jutro znowu jadę…. ostatnio robię dziennie po kilkaset kilometrów a kierowcą/pasjonatem też nie jestem…..
ps. 2. Mamek wybrała dwie następne „kierunki” ale na razie szaaaaa 🙂

ps. wspierajcie nas: https://buycoffee.to/100bochenkow

Adres

Jaskółcza 2
Kraków

Godziny Otwarcia

Środa 11:00 - 16:00
Czwartek 11:00 - 16:00
Piątek 11:00 - 16:00
Sobota 11:00 - 16:00

Telefon

+48668466277

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy 100bochenkow umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do 100bochenkow:

Skróty

Udostępnij