100bochenkow

100bochenkow To piekarnia holistyczna, karmi ciało chlebem i dusze słowem. wspieraj jeśli lubisz:

https://buycoffee.to/100bochenkow

„Człowiek Boho czyli przecie taki tytuł już był a i tak chodzi o Nowy York”wpis  #753z cyklu „Co to za sytuacja?!”Jednym...
19/04/2026

„Człowiek Boho czyli przecie taki tytuł już był a i tak chodzi o Nowy York”
wpis #753
z cyklu „Co to za sytuacja?!”

Jednym z efektów komentarza tajemniczego Mt Totti’ego była olbrzymia ciekawość jak widzą mnie ludzie….

drogi MT Totti niestety wciąż nie mam dwóch metrów wzrostu, jestem wciąż taki średnio mądry i niespecjalnie przystojny czy fajny! przy okazji to proszę w komentarzach napisać coś więcej o genezie takiej a nie innej „ksywy”, MT to od „mountain” czyli angielskiego „góra” lub „szczyt” czy może zaczerpnięty jest z miejskiej legendy o Mothmanie zwiastującym nieszczęścia? I kim jesteś bycie, pytam kompletnie niezłośliwie bo też zacząłem przemyśliwać jak bardzo uwierzyliśmy w anonimowość internetu i tą cyfrową przegrodę oddzielającą nas od prawdziwego świata. ��pomyślcie sami, MT Totti może być studentem lub podobnym do mnie nieco zgrzybiałym starszym panem, zakonnicą lub podlotkiem w różowym wdzianku w jednorożce…. MT Totti, jeśli masz ochotę odezwij się do mnie na priv (czy jakoś to się nazywa) bom nieco ciekawy….

ale wracamy do meritum, uzbierałem sobie kilka moich wersji, które usłyszałem od ludzi, których spytałem lub podsłuchałem tu i ówdzie… za dużo ich, żeby analizować każdą z nich, wymienię tylko te moje najbardziej ulubione:
otóż….

jestem lewakiem, no niby jestem, może nie do końca w typowy sposób, ani we mnie rewolucjonisty ani antyklerykała, nie rozdzieram szat za sprawę ani nie chcę „wyzwalać” z ciemnoty jakiegokolwiek zacofania, ale nie ukrywam cenię jak ktoś ma swoje zdanie, które najlepiej jeśli umie mi wytłumaczyć i uzasadnić… nie po to by mnie przekonywać bo mnie, starego osła przekonać trudno, o ile to możliwe, ja muszę dostać czas by sobie po swojemu w mojej dziurawej głowie myśli poukładać. A i tak wtedy, myśli moje trzymam dla siebie a nie narzucam nikomu na siłę…. no chyba, że staję w obronie drożdży lub walczę z krojeniem chleba całego od razu….
no ze mnie taki konfucjański lewak….

jestem liberałem… to chyba kontynuacja tego co wyżej bo zdanie swoje mam, wynikające niekoniecznie z przyjętych ogólnie norm czy narzuconych dekalogów, ale mój liberalizm a może nawet libertarianizm trzymam dla siebie, ani nie mówię, że to najlepsze z widzeń świata, ani nie probuję nikogo na takie niezależne myślenie namawiać….

jestem zaściankiem… i tu chichoczę radośnie, bo w swoim upodobaniu do niewyróżniania żadnego dnia bardziej, który uważam, że każdy, dostany od losu, Boga czy natury, dzień trzeba tak samo cenić i szanować, więc wszelkie "święta" traktuję nieco „oschle”.. dla mnie świąt mogłoby nie być! Dopóki, na dzień dobry, przytupta do mnie moja Żona by się przytulić przy bulgocącej kawiarce, póki stukając pazurkami powoli przychodzi starutki Boluś by go za uchem podrapać, i dopóki ja czekam na te poranki, to każdy dzień będzie dla mnie świętem! a zaścianek jestem bo lubię „skostniałą tradycję, że rodzina, że miłość, że każdy dzień tak samo ważny, że po co wywracać świat by po życie sięgać nowe…. ale skoro to moje jest dobre to po co mi lepsze? to co mam jest najlepsze!

jestem tematem… ostatnio usłyszałem, historyjkę, że w tramwaju Panie o mnie, nas i piekarni tak się zagadały, że przegapiły przystanek, hihihihi! a nawet usłyszałem któregoś dnia, że już jestem legendą…. hihihihihihi (drogi/droga MtTotti to nie bufonada tylko autoironia!)… odpowiedziałem, że słaba to wiadomość bo wszystkie krakoskie legendy nie żyją! Smok - otruty, Wanda - samobój…. to w sumie nienajlepsza perspektywa! Jakoś mam tak w głowie, że kiedy już zakmnie się mój kalendarz to będzie mi co najmniej obojętne czy ktoś mnie będzie pamiętał…. no może fajnie byłby gdyby moja Ukochana Dziewczyny nie wymazała mnie ze swojej głowy tak „następnego dnia” ale jeśli nawet… to mogę się o tym nie dowiedzieć lub będę wiedział jak to jest „naprawdę”

jestem…. mógłbym tak wymieniać długo bo i opini sobie ponotowałem duuuużo…. istny człowiek boho, zlepek wszystkiego co dobre i niedobre, co barwne i co szare, co ciekawe i co nudne…. najważniejsze chyba, że jeśli ludzie mają jakieś odczucia co do mojej osoby to znaczy, że nie jestem im kompletnie obojętny!

uffff…. jakoś poszło, bo siadałem do pisania jakiś taki znowu niepewny czy potrafię znowu/jeszcze napisać?

we wtorek spotkanie ze studentami na UŚ, może uda się nagrać to potem umieszczę gdzieś, jakoś tak się nie przygotowuję, lubię takie gadanie na „żywca”, co tylko do głowy przyjdzie…

ps. wspierajcie nas: https://buycoffee.to/100bochenkow

Wpis  #752usunąłem pierwotny tekst wpisu skutkiem komentarza jakim obdarzył ten wpis tajemniczy Mt Totti: „I jaki jestem...
15/03/2026

Wpis #752
usunąłem pierwotny tekst wpisu skutkiem komentarza jakim obdarzył ten wpis tajemniczy Mt Totti: „I jaki jestem fajny, przystojny, mądry no i mam prawie dwa metry he?”

nie, ani nie poczułem się urażony ani się nie obraziłem tylko wreszcie coś zrozumiałem :)
Nie wiem kim jest Mt Totti na stronie profilu nie ma o Nim/Niej nic, 0 wpisów, 0 zdjęć, 0 informacji. Jeśli jest to ktoś kogo znam i kto zna mnie, to, jeśli tak skomentował tzn. oznacza to ni mniej ni więcej tylko, że nie potrafię napisać takiego tekstu by mieć dystans do samego siebie lub nie potrafię napisać tak by wiadomo czy taki dystans do siebie mam. Jeśli ten ktoś mnie zna, bywa w naszej piekarni to widać tak mnie odbiera. Jeśli zaś mnie nie zna to daje tylko dowód na to, że w internetach słowo nic nie waży i można nim ot tak szafować bez zastanowienia czy konsekwencji.
Ale winien jestem tajemniczemu Mt Totti podziękowania bo Jego/Jej komentarz uświadomił jak bardzo się odkrywam, jak okazuje się robię to kompletnie bezmyślnie skoro nie potrafię przewidzieć takiej sytuacji a w dodatku jestem na nią kompletnie nieodporny….

więc może tytuł poprzedniego wpisu był proroczy? muszę chyba chwilę pomyśleć…

Mt Totti pozdrawiam i robię to szczerze! acha! mam tylko 178cm wzrostu niestety, fajny może trochę jestem ale przystojny chyba nie…

wpis  #751z cyklu „co to za sytuacja?”Wszystko się psuje czyli TO JEST OSTATNI WPIS!!!!!!tak! dobrze czytacie! TO! JEST!...
08/03/2026

wpis #751

z cyklu „co to za sytuacja?”

Wszystko się psuje czyli TO JEST OSTATNI WPIS!!!!!!

tak! dobrze czytacie! TO! JEST! OSTATNI! WPIS!

no cóż, moi Drodzy, wszystko ma swój koniec, po paru ładnych, wpólnych latach. Po pewnie milonach wklepanych liter, dziesiątkach tysięcy napisanych wyrazów, setkach opowiedzianych historii przyszedł smutny moment, kiedy muszę powiedzieć dość! Decyzja zrodziła się już dłuższy czas temu ale jakoś coraz dłużej zastanawiam się nad tym co chcę zrobić. Tym razem też, niby było wiadomo, że to tylko przeciąganie nieuniknionego, ale jakoś tak sentyment może a może radość z tego, że mimo wszystko jakoś to szło, powodowało, że wciąż nie wciskałem czerwonego guzika z napisem KONIEC….
ale chyba dłużej już nie mogę…
tym bardziej, że już zaczął się kolejny rozdział w moim życiu, bo Mamek też powiedziała mi KONIEC TEGO!
ale może od początku…. początku końca!

jesteśmy sobie z Mamkiem w handlowej galerii, co za duracki pomysł nazywać duże sklepu galeriami? Galeria to jest z obrazami czy fotografiami a nie ze sklepami! Chyba, że zamierzeniem takich miejsc jest zrobienie z nas galerników, pochylonych nad kartami bankowymi bezmyślnych wydawaczy pieniędzy? A wogóle to powinno się chyba pomyśleć o takich jak ja czyli kolesiach, którzy potrzebują raz w roku, albo raz na dwa lata iść do jednegojedynego sklepu i kupić jednąjedyną parę butów lub spodni. I to najlepiej, żeby szli tam pod opieką jakiegoś Mamka, który palcem pokaże te najlepszy (wybór z jedynej pary w sklepie byłby o wiele łatwiejszy!). Ja nie lubię chodzić po sklepach i kupować rzeczy dla siebie. Dla Mamka kupuję bardzo chętnie, choć nie ukrywam dobrze, jeśli powie mi wcześniej co się Jej podoba…..
no więc jesteśmy sobie w, o wiele za dużej „galerii”, Mamek rozgląda się i wstępuje, ja bezmyślnie idę za Nią, zostając przed wejściami do kolejnych sklepów i myśląc jak przeżyć do powrotu do samochodu….. wreszcie w desperacji mówię, że może wstąpię do sklepu znanej firmy z jabłkami bo przecież mój leciwy notebook już praktycznie oddał ducha, więc może zobaczę jakie są opcje? To fajny sklep bo towarów w nim kilka na krzyż i dobrze, bo akurat to są takie które ja chcę widzieć. Ale wybrać laptop nr 1 czy ipad nr 2? szary czy szary?
no więc chodzę sobie tam i nazad od stolika do stolika, coś tam popstrykam, coś tam popatrzę i nawet nie zauważyłem kiedy za moim plecami stanęła Mamek.
Jan! proszę Cię kup wreszcie tego notebuka, nawet ja już nie mogę patrzeć jak stukasz w klawisz wymazywania by usuwać kolejne błędy spowodowane uszkodzoną klawiaturą, a jeśli jeszcze będę sluchać tego uszkodzonego głośniczka to się wkurzę i będziesz spał na kanapie w dużym pokoju! pod kocem!
No wiec, czym prędzej, kupiłem tego notebooka przy którym akurat stałem hihihihihihi a że był największy i najbogatszy w swojej kategorii to oczywiście czysty przypadek!
Mamek zna mnie najlepiej na świecie i wie, że mógłbym tak jeszcze długo chodzić, przyglądać się i… dalej pracować na moim już prawie niedziałającym notebooczku….

więc moi Drodzy, naprawdę to ostatni wpis… pisany na moim starym laptoku! Zostaje tylko przegrać jakieś zyliony plików, notatek, folderów i ustawień… mogłem to zrobić automatem i nakazać migrację z jednej maszyny do drugiej autmatowi ale postanowiłem, że jak nowy rozdział to kompletnie nowy i… żadnych „a może to się jeszcze przyda?”
Oczywiście stary notbuczek dostanie, po remoncie generalnym, nowe życie i nową klawiaturę i zamieszka z naszą Córką do swojej kompletnej już emerytury 🙂

dobra, koniec to koniec! Dziękuję Ci notebuczku, spędziliśmy razem sporo czasu, pomogłeś mi stworzyć dużo fajnych rzeczy, dzięki, trzymaj się.

? myśleliście, że wreszcie odpuszczam i będzie spokój? no pewnie jeszcze nie, trochę Wam jeszcze poopowiadam……

następnym razem…. nie mam kompletnie pojęcia…

ps. oglądajcie koniecznie serię trzech części rozmowy z przemiłą Kandaką! Wystarczy w YouTube wpisać i po miniaturkach znajdziecie rejestrację naszego spotkania….. dużo śmiechu!

ps.2. wspierajcie nas https://buycoffee.to/100bochenkow

https://youtu.be/sy_AI5W5ya0?is=Dme0WWI1eto_RO4tOtwieramy się na świat! Zapraszam do oglądania: dziś pierwsza czesc, jut...
05/03/2026

https://youtu.be/sy_AI5W5ya0?is=Dme0WWI1eto_RO4t

Otwieramy się na świat! Zapraszam do oglądania: dziś pierwsza czesc, jutro, pojutrze kolejne 🙂

Przepraszam za moj angielski, wina udaru 😂😂😂
Dajcie lajka koniecznie!!!!

Kandaka! Thank You!

Welcome to Season 2 of Kandaka Talks 🎙️✨ Filmed in the heart of Poland, this podcast brings you unfiltered conversations with inspiring people who are redef...

wpis  #750!z cyklu „A co to za sytuacja?…”Kiedy jestem mniejszy a może się uda?Kończyła się poprzednia zima. Po ciężkim ...
01/03/2026

wpis #750!

z cyklu „A co to za sytuacja?…”

Kiedy jestem mniejszy a może się uda?

Kończyła się poprzednia zima. Po ciężkim dniu przywlokłem się do domu, usiadłem na sofie i powoli ściągając buty powiedziałem:

- Ja już nie mam siły, to była ostatnia zima w piekarni, ja się poddaję, zamykamy…
- Janiu wyglądasz jak swój własny cień, rozumiem Cię, zrobimy jak chcesz…

a potem przyszła wiosna, po niej lato, upały i otwarte szeroko drzwi, ciepła, słoneczna jesień.. ja wciąż powtarzałem, że pora zamykać, mój fumfel G powtarzał mi przy każdej rozmowie, że czas na zmiany….

tylko piekarnia nie chciała się zamknąć! A jak wiecie Ona ma sporo do powiedzenia!

Sytuacji nie zmieniała nawet świadomość tego, że częściej jestem mniejszy niż większy. Ja normalnie mam (a może miałem) 178cm wzrostu. Mamek 172. Więc jak doda się moje kunsztownie natapirowane fryzury to bywam wyższy. No właśnie, bywam! W dni kiedy jestem bardzo zmęczony muszę podnosić brodę do góry żeby oprzeć ją na ramieniu Mamka, kiedy rano przytulamy się na dzień dobry, stojąc bez ruchu koło szumiącej kawiarki…. Mamek głaszcząc mnie po twarzy wygania z mojej głowy jakieś nocne zmartwienia i mówi:
- nie podoba mi się to, znowu jesteś malutki……

wreszcie zrozumiałem, my sami chcemy by ta piekarnia wciąż trwała! Stworzyliśmy ją w najgorszym możliwie momencie, z całych sił, a może czasem nawet ponad siły staramy się ją utrzymać. Kochamy ją tak samo mocno jak kochacie Ją Wy!
Nawet to, że od długiego już czasu wisi nad Nią widmo deweloperskiej zagłady nie dodaje wystarczająco naszym dniom i decyzjom by podjąć najtrudniejsze decyzje.

Aż tu, moi Mili, nagle zaświeciło światełko w tunelu. Najpierw nie chciało nam się wierzyć, że wogóle. Potem, zaczęliśmy się zastanawiać czy światełko to nadzieja czy nadjeżdżający pociąg. Postanowiliśmy to sprawdzić ale co sie trochę zbliżaliśmy to światełko szybko się oddalało. Teraz jest tak dziwnie, że cokolwiek byśmy nie robili to ono się ani nie zbliża ani nie oddala… Jakiś czas będzie tak samo daleko… a co dalej? tego nie wie nikt…. może fajnie a może nie…. może będzie całkiem jasno a może światełko zgaśnie… mozemy tylko czekać…

Oczywiście mówię o nowym domu dla piekarni… Mogę Wam tylko tyle powiedzieć, że trwa impas… Oczekiwania po „tamtej stronie” zdecydowanie przekraczają nasze możliwości, przekraczają też zdecydowanie to co można by sensownie argumentować czy uzasadniać materialnie…..

Trwa impas co nie przeszkadza nam w marzeniach. Mamek już wie gdzie i jakie kwiaty mogłaby posadzić, ja wymyślam nowe scenariusze na filmowe uczty lub najmniejsze spektakle świata…. a to wszystko wzbogacane smakiem chleba, pizzy, słodyczą Mamkowych drożdżówek… i może jeszcze wieloma nowymi pomysłami….

tylko to miejsce musi się jeszcze stać a do tego droga tak samo daleka jak w momencie kiedy zobaczyliśmy światełko.

nasz problem to to, że już polubiliśmy to, nieistniejące jeszcze a może wogóle, miejsce.
Tak jak całe nasze serca włożyliśmy w naszą malutką piekarnię tak już włożyliśmy równie dużo dobrych emocji w „nowy dom”. I to nie szkodzi, że może nigdy nie stanie siè naprawdę! Te nasze rozmowy, planowanie, kartki porysowane nieudolnym rysowaniem, opowieści co zrobimy i jakie to będzie dobre i fajne, to wszystko spowodowało, że te wymyślony „nowy dom” już się trochę stał…..

a w nim my wszyscy razem, my i Wy!

może….?

Póki co pomału kończy sie zima, ciekawe czy to była ostatnia zima piekarni na Jaskółczej?

ps. wszystkich przepraszam za to, ze ostatnio byłem niekoniecznie miły. Przeżyliśmy bardzo złe chwile, nasz starutki Boluś zakrztusił się tak bardzo, że przestał oddychać i stracił przytomność ale nasza wspólna desperacja oraz odświeżone w mojej głowie z dawnych czasów i przerobione na psią modłę metody reanimacji uratowały Go…. Całą naszą trójkę wyzuło to kompletnie z wszelkich sił i dopiero dochodzimy do poziomu zerowego. Ale proszę, nie pytajcie mnie o to, będąc w piekarni, nie chcę tego jeszcze raz przechodzić!

ps. 2 wspierajcie nas na https://buycoffee.to/100bochenkow,

ps. 3 autorem foto jest PL, zatytułował "Zeus z łopatą" hihihihihi... jeśli już to Hefajstos! on był od ciężkiej robot5

wpis  #749Jesteś masłem na moim chlebie czyli wszystko z oddychaniem smakuje lepiej…ostatnio napisałem o miłości i potem...
22/02/2026

wpis #749

Jesteś masłem na moim chlebie czyli wszystko z oddychaniem smakuje lepiej…

ostatnio napisałem o miłości i potem było, że sentymentalnie, że tylko wychwalanie, że cielęco….
no to dzisiaj opowiem Wam o… oddychaniu.

… siedzę w domu znowu sam, tzn. z Bolkiem ale z osób ludzkich jestem sam. Mamek gasi rodzinne pożary i kursuje, szkoda mi Jej bo próbuje opanować wszystkie odległe od siebie terytorialnie placówki i zaczyna już Jej brakować sił ale próbuje… a ja, niestety, nie mam Jej jak w tym pomóc.
No więc siedzę sam (oczywiście w kategorii osób ludzkich) i oto jak wygląda sytuacja:
puszczam sobie dowolnie wybraną muzykę, nawet taką o której Mamek mówi „takiej to se z Marcinem słuchajcie”, nikt nie mówi mi nic jeśli nawet oglądam durne prawiemydlane opery o policji z Kalifornii albo o szikagowskich strażakach, nie muszę nikomu oddawać pilota do telewizora, do obiadu zrobiłem mizerię z dwóch całych ogórków i całą sam zjadłem! (że zrobiłem obiad to akurat nie wydarzenie, często ja robię obiady), nawet mogłem zrobić dwa prania (na wszelki wypadek zrobiłem je na tym samym programie i trochę się bałem czy dobrze dobrałem kolory ale postanowiłem, że najwyżej zwalę na pralkę (ona, ta pralka bardzo mądra jest i samo wie najlepiej ale Mamek jej nie ufa i dolewa tych cudów po swojemu, ja nie dolewałem i tak się udało), mógłbym cały dzień czytać książkę leżąc na sofie gdybym tylko chciał i nikt by mnie nie zmuszał do spaceru czy wyjścia na kawę i to wszystko z trzymaniem się za ręce….

tylko, że to mnie kompletnie nie cieszy! A książki nawet nie wziąłem do ręki….

myślę sobie, że przez ostatnie 30+ lat spędziliśmy ze sobą właściwie każdy dzień… no pewnie, że zdarzyły nam się „zerwania smyczek”, takie dla przyjemności, a to Mamek wyjeżdżała gdzieś służbowo a to ja wyjechałem na jakiś czas do szpitala ale poza tymi drobnymi zachciankami to każdy dzień razem. A kiedy tak jest to człowiek myśli, że tak jest kompletnie naturalnie a czasem przestaje to zauważać… jak oddychanie. Pomyślcie czy myslicie sobie „wdech/wydech… wdech/wydech…”? Dopiero kiedy zabraknie powietrza… niby odruchowo wciągacie wdech…. ale nic nie wciągacie… to wtedy robi się „nieteges”…

to ja tak teraz mam, wiem co mówię bo nieraz już brakowało mi powietrza, a to z alergii, a to z krakowskiego smogu, a to z choroby….
więc teraz tak się czuję, co pomyślę coś czym normalnie się z Mamkiem dzielę to odwracam się szukając Jej wzrokiem by po mikrosekundzie przypominać sobie, że wyjechała…
to nie tak, że cały czas rozmawiamy, ja czasem przez kilka sporych chwil potrafię nic nie mówić… kiedy coś rozważam, kiedy coś robię, kiedy prowadzę samochód to nie lubię rozmawiać bo w mojej głowie sporo dziur i jak kilka rzeczy naraz będzie to się pogubię i koniec…

czasem Mamek podszczypnie, szczególnie w samochodzie: - Misiek, jak to jest? Godzinami umiesz mówić o tych swoich chlebach, Kantach i supernowych ale teraz to do mnie nic nie mówisz?

ano Kochanie Ty moje, jak tylko wrócisz do domu to się nagadamy a nawet jeśli nie będę nic mówił to będę Cię trzymał za rękę, bardzo tego potrzebuję… jesteś moim powietrzem, moim oddechem!

ps.1. Tytuł zaczernąłem ze słynnego cytatu przypisywanego Julii Child, ale tak naprawdę tak powiedział do Niej jej mąż Paul Child. Julia mawiała „Masło sprawia, że wszystko smakuje lepiej!” i z tym też się zgadzam..

Właśnie robię eksperyment z „kulturalnym masłem” jeśli mi się spodoba wynik to też Wam opowiem.

ps. 2 wspierajcie nas na https://buycoffee.to/100bochenkow

wpis  #748!z cyklu „świat poza”Postowalentykowo czyli czemu ja wciąż jestem swoim hamulcowym mimo, że dużo czytam?”moje ...
15/02/2026

wpis #748!

z cyklu „świat poza”

Postowalentykowo czyli czemu ja wciąż jestem swoim hamulcowym mimo, że dużo czytam?”

moje stare radyjko w piekarni robi co chce… tzn. kiedy z jakiejś przyczyny zabraknie na chwilę prądu to potem włączając się wybiera sobie losowo z pamięci zapisanych stacji i jestem zaskakiwany stacją i rodzajem muzyki jaki wybierze. Od dłuższego czasu prądu nie brakło a ostatnim wyborem było Chillizet . Nie powiem, że jest mi to przykro bo i muzyka fajna (no może paroma szlagierami których jakoś… nieteges… a grane są często bo modne :(…) Fajnie też słuchać rannych audycji bo prowadzą je dwie Panie które „pysznie” opowiadają. Pni Magdalena Kasperowicz pysznie mówi o książkach i uważności, a pani Dominika Biegańska pysznie o jedzonku 🙂 Lubię bardzo!….

Otóż parę dni temu w „zetce” zaczęło się o Walentynkach! Ja z takimi świętami to tak bardziej niekoniecznie, znacie mnie… dla mnie każdy dzień warta świętowania z taką samą radością, ale tym razem… od razu kupiłem dla Mamka paczuszkę Jej ulubionych czekoladek z wiśniami, przygotowałem się, że raz chociaż błysnę, że nie zapomniałem, uknułem sobie w głowie, że będę woził schowane w samochodzie mojej Żony (bo teraz jeżdżę pożyczonym od Mamka samochodzikiem hihihihi pierwszy raz w „samczym życiu” nie mam swojego samochodu a ja, niesamochodziarz miałem ich już spore kilkanaście), i postanowiłem twardo, że dam te czekoladki za kilka dni, dokładnie w dniu obchodów!
Więc jak tylko spotkaliśmy się kilka godzin później… wręczyłem Jej prezent…. w sobotę (czyli wczoraj), kiedy było właściwe „święto” oczywiście zapomniałem… poza tym byłem „zły” bo znowu wyjeżdżała na długo (czyli wyjechała wczoraj w południe, wraca dziś wieczorem czyli w moich „psich” latach to już prawie kilka lat samotności).
Drugą rzecz to konkurs! O miłości i te sprawy!
Jakoś tak nabiera mnie ostatnio chęć brania udziału w konkursach różnej maści, w których trzeba sklecić parę zdań…..
Rachuciachu zabrałem się za pisanie w głowie, wygniatałem zadania, zmieniałem, usuwałem i kleciłem od nowa…. po chwili, kiedy tekst był już gotowy, pomyślałem… że jeśli wezmę w tym udział to będę kompletnym oszutem! Bo przecież miłość to prościutka sprawa, choćby dowodem jest to, że tekst urodził się w mojej głowie w ciągu kilku minut… no to co tu wyjątkowego czy trudnego? Tekst o gotowaniu ziemniaków, też jestem w stanie szybko napisać….

Miłość? phi! prościzna…. przepis raz proszszszsz!

wystarczy wiedzieć w jednej chwili wszystko…. wystarczy nagle poczuć wszystko co dobre w ciągu ułamka czasu… mieć z radości taka gulę szczęścia w gardle, że trudno przełknąć ślinę… wystarczy zobaczyć w głowie derwisza, który wiruje w swoim tańcu, tylko ten „w głowie” obie dłonie trzyma do góry, on nie musi już niczego powierzać niebu, on tańczy w niebie…. wystarczy tylko mieć w jednym momencie tą chwilę wpisaną w myśli na stałe… nieusuwalnie! I wcale nie trzeba nic mówić czy pisać (choć można) można, jak ja, stać, bez słowa, z cielęcym zachwytem i modlić się w duchu, żeby nikt niczego nie chciał w tej chwili zmieniać! Wystarczy tylko, jak ja, mieć tyle szczęścia by spotkać swojego osobistego Anioła Stróża! Każdy podobno ma takiego, tylko nie każdy chce Go zobaczyć! Ja swojego widzę każdego dnia a nawet mogę trzymać Go za rękę!

a miłość 30 lub więcej lat później? to proste, wystarczy poczuć to wszystko tak samo jak na początku… może postura już nie ta i kondycja nieco szwankuje ale coż to za przeszkody?
Ja po 30 razem latach wciąż zaczynam tęsknić zanim się rozstaniemy a kiedy Anioł zmęczony i drzemie przy filmie to choćby końcami palców lubię Anioła dotykać!

czyli Miłość to prosta sprawa! wystarczy, ze wydarzy nam sie cud, który zauważymy i przytulimy obiema rękami!

PS. w konkursie wygraną miał być ciepły koc, melduję, że koc już kupiony, taki cieplutki, czerwony w kratkę (co ja, facet wiem o kolorach!) i Mamek lubi i się opatula!

No dobra to pierwsza część dzisiejszego tematu a hamulcowy? Moi Drodzy, narobiło mi się smaków na skandynawskie krajobrazy, rzuciłem się więc do pracy, narobiłem planów kolejnych podróży, listy coraz dłuższe, już popisuję z ludźmi w zamorskich krain, coraz więcej wiem o północnych lądów, poznałem nawet systematykę bułeczek cynamonowych z Bergen… już bym to Wam to wszystko chciał opowiadać, tylko zmęczyłem się tym planowaniem i wystraszyłem…, aż witki mi obwisły z braku sił. Jednak Janek już trochę dziadoski się zrobił i akumulator malutki…. Mamek spokojnie spogląda i wtem mówi
= Kilka Ci dni dam na te twoje zabawy a potem… Ty tylko zbieraj nokie (NOK - korony norweskie), bo tylko usłyszysz kiedy masz być w gotowości do wylotu….
mam nawet już pewne przecieki ale nie wolno mi mówić…
ale w głowie wciaż smutno szepce, że… duch ochoczy ale ciało mdłe….

muszę czymś Was zaskoczyć, ostatnio się działo nie? Wywiady, autografy, wizyty w zakładach pracy hihihi! Powiem szczerze uchachany jestem jak mały szczeniak….

dobra, następnym razem coś poważnego albo do śmiechu oke? no albo na wzruszająco?

ps. wspierajcie, plzzz, na https://buycoffee.to/100bochenkow bo muszę szybko uzbierać na nowego notbuka bo ten już umiera…

Kolejna opowieść o chlebie, piekarni, i troche o nas… Czytajcie rozmowę, ktorą spisała pani Anna Piątkowska (dziękuję za...
08/02/2026

Kolejna opowieść o chlebie, piekarni, i troche o nas… Czytajcie rozmowę, ktorą spisała pani Anna Piątkowska (dziękuję za spotkanie!), a zdjęciami i filmem opatrzył pan Andrzej Banaś…. ja tylko gadałem i machałem rękami, znacie mnie!

https://gazetakrakowska.pl/niezwykla-piekarnia-w-krakowie-jak-informatyk-zostal-piekarzem-filozofia-chleba-wedlug-jana-raczki/ar/c11p2-28699639?utm_source=Facebook&utm_medium=gazeta+krakowska&utm_campaign=grafikalink

Znacie? to posluchajcie… 🙂

 

03/02/2026

lajkujcie, komentujcie, subskrybujcie i wspierajcie na „https://buycoffee.to/100bochenkow”______________________zamiast ...
01/02/2026

lajkujcie, komentujcie, subskrybujcie i wspierajcie na
https://buycoffee.to/100bochenkow”
______________________

zamiast tytułu motto:

„Panno młoda, młoda panno
myślę sobie,
że co zechcesz, to się stanie…” - St. Wyspiański, Wesele

z cyklu „Za chlebem i nie tylko”

- …posłuchaj, już jestem gotowy gdzieś pojechać!…
Moja Żona leżąca na boku, plecami do mnie, wpatrzona w ekran tabletu, gwałtownie odwróciła się do mnie:
- Kim jesteś i co zrobiłeś z moim Janem? (słowo klucz „moim”, Mamek ma bardzo silne poczucie wyłączności na mnie! co uwielbiam i bawi mnie to nieustannie!)

ano widzicie, po 30 latach małżeństwa, potrafię jeszcze zaskoczyć Mamka! Co ciekawsze zaskoczyłem nawet sam siebie, bo, raczej tego o mnie nie wiecie, ze mnie podróżnik „taki sobie”… ojtamojtam, powiedzmy sobie wprost, ze mnie podróżnik jak z koziej d… Reisentasche!
Ja powiem więcej! ja nie lubię podróżować! Może dlatego wybieram samoloty, żeby szybciej i już być na miejscu! Ale i tam, na tym miejscu to jakoś wolę zawsze stacjonarnie. Nie dla mnie piesze wycieczki, odkrywanie nieznanego, ryzyko i wyzwanie… tak przynajmniej myślałem. Aż tu, w podeszłym już wieku, wpakowany w wyjazd daleki przez osobę, której, myślałem, mogę zaufać…. poczułem znowu coś ekscytującego! Pomijam oczywiście, że znowu leciałem samolotem! Po tym krótkim doświadczeniu już wiem, że tanie linie (latające sklepiki - jak je sobie nazwałem) to nie jest moja ulubiona wersja awiacji. Ale staram się poukładać sobie w głowie, że to tylko narzędzie. W dodatku narzędzie służące m.in. do wizyt na lotniskach, których atmosferę uwielbiam (nie lubie jednak lotnisk niemieckich, są sterylnie czyste i poddane takiemu ordnungowi, że jakoś źle się na nich czuję). No i jakie by to nie były linie to służą do tego, żeby mnie możliwie szybko dostarczyć do wybranego na cel miejsca na globusie.
Zaskoczyłem też siebie i to ogromnie, ale chyba dlatego, że wreszcie pozwoliłem sobie w głowie, na luz i bezanalityczną radość ze spędzonego w Oslo dnia. Ja, proszę o uwagę, wogle nie patrzyłem na zegarek, nie miałem przez ten dzień wogle w sobie chęci sprawdzania czasu dla, wyznaczonego przez rygor i harmonogram, terminu. Zmęczenie ogromne, przeszliśmy jakieś gargatuiczne 25000 kroków (przy nich moje codzienne 7-8 tysięcy wygląda teraz na wykresie w aplikacji, płasko :(), po powrocie spałem przez 15 godzin (z malutką przerwą na wizytę w łazience), ale dawno tak nie odpocząłem w mojej dziurawej głowie!
Napewno tam wrócimy, tym bardziej, że, co fajne, moje sprawozdanie polubiło dwoje Norwegów, a od jednego z nich dostałem całą masę ciekawych informacji do wykorzystania (Espen! Tusen takk!).
Od powrotu myślę "ciągle" jak znowu tam polecieć, oglądam materiały o mieści i o kraju, z każdym z nich chcę czegoś więcej… to jakaś masakra jest! 🙂
przecież ja nie jestem podróżnikiem! przecież ja wciąż powtarzam, że ja chcę tylko do ameryki, że przyroda to beee a im większe miasto tym lepiej!
A tu nagle takie zauroczenie?
A co jeśli to kierunek skandynawski okaże się naszym wymarzonym celem? No to co? To muszę się szybko organizować w każdej sferze, żeby tam wrócić… O! Już macie! ja mówię o wracaniu! czyli uznałem to miasto za trochę „swoje”, nie jako własność wręcz odwrotnie, poczułem się nam u siebie, ja tam pasuję! Lubię bardzo ichniejsze poukładanie! Mimo całego huraganu, który wciąż hula w mojej dziurawej głowie, bardzo mi się podoba (w USA też mi się to podobało!) powszechną widoczność w Oslo rozwiązań, które dają najlepszy skutek! A, że ja jestem sympatykiem takiego „kierunku”, który nazywany jest „brzytwa Ockhama” i zakłada, że najlepsze jest rozwiązanie najprostsze (to wyjaśnienie do duże uproszczenie, ale mógłbym o tym napisać osobny tekst hihihihihi). Zobaczyłem piękne, nowoczesne miasto, gdzie od razu wybiera się rozwiązania generalne, utylitarne i skuteczne! Budynki publiczne, ogólnie dostępne(nawet parlament jest otwarty dla zwiedzających - „CODZIENNIE”! :)) a w parku królewskim można piknikować), budowane wg. wspaniałych projektów (monumentalny Ratusz, niesamowite budynki Opera, Biblioteki i muzeum Muncha), tzw. mieszkaniówka śródmieścia ani na moment nie zapachniała mi „deweloperskością”, do której my wręcz jesteśmy przyzwyczajeni, prostota i czystość!
Może śmiejecie się ze mnie, że guzik widziałem, pewnie Norwegia i samo Oslo ma swoje „mroczne” oblicze (poczytajcie tylko Nesbo albo Lackberg (gorzej niż w Sandomierzu!) lub, co gorsza, noblistę Knuta Hamsuna… robi się mroczniej)

zdecydowanie wrócimy do Norwegii, już mamy na liście powrót do Oslo (zjazd na linie ze szczytu skoczni w Holmenkollen, wizytę w Bergen (jedzenie Bergenbulle), i wizytę na Lofotach (choć to jeszcze nie całkiem na północy :))….

co najbliższe? myślałem, że Włochy, kraj którego kulinaria tak kochamy… ale… kto wie? szukam i ...pojawiła polska piekarnia w Malmo, pojawiła się w polska piekarnia w Japonii, pewnie o wielu jeszcze nie wiem, może powiecie mi o innych? Znalazłem też polskie miejsce w Oslo… Tyle piekarni a tak mało czasu..
a jeszcze jak to zorganizować finansowo i logistycznie?????

może opowiem w następnym tekście, a może nie?

ps. miało być też audio, ale nie wiem czy robić? Jak zadecydujecie tak będzie, jeśli uzbieramy 20 głosów za zrobieniem audio to jutro nagram!

foto. dawno i nieprawda! hihihihii 🤣

wspierajcie na
"https://buycoffee.to/100bochenkow"

WAŻNE! dzisiaj podwójna premiera: nowy tekst i to podwójnie czyli do czytania na Facebooku i do słuchania, a nawet troch...
25/01/2026

WAŻNE! dzisiaj podwójna premiera: nowy tekst i to podwójnie czyli do czytania na Facebooku i do słuchania, a nawet trochę oglądania na YouTube - zapraszam.
Proszę bardzo komentujcie Youtuba, lajkujcie i udostępniacie (tylko miejcie litość bo to mój „pierszy raz”, trema i brak doświadczenia :))
jeśli lubicie nas i to co robimy, jeśli chcecie ciągu dalszego to wspierajcie ten projekt na buycoffe.to/100bochenkow
wszystkie linki w pierwszym komentarzu.
______________________________________________________________________________________

dedykacja: dla Natalii, która wychodząc spytała - Będzie relacja? Będzie?
(dedykacja Mamek approved :))

„Z Mamkiem w Oslo - Dziennik zamorskiej wyprawy.

z cyklu „Za chlebem i nie tylko” - jeszcze nie wiem jak cykl się będzie nazywał ani czy to wogle będzie cykl

w uszach moja ulubiona podróżnicza muzyka czyli „Buena Vista Social Club”

Dzień pierwszy.

Wylot mieliśmy według rozkładu po siódmej rano, więc profilaktycznie obudziłem się o 3 w nocy.
Było we mnie sporo obaw bo przecież, ze względu na moje dziadoskie zdrowie, miałem zakaz latania i nigdzie „dalej” nie byliśmy od paru lat. �Co będzie jak w czasie lotu np. eksploduje mi głowa a jeszcze co gorsza eksploduje nad terytorium Skandynawii i trafię do Walhalli a tam jak wiadomo trzeba cały czas ostro imprezować z kumplami a potem się z nimi tłuc… i tak w kółko… nie jest to moja wymarzona wizja raju.
Postanowiłem myśleć o czymś przyjemnym np. o tym, że w czasie tej podróży, która ma mieć około 3000km i zaprowadzić nas do zamorskiego kraju, którego nie znamy i gdzie ludzie mówią jakimś dziwnym językiem nie muszę mieć żadnego bagażu. A ja lubię chodzić z rękami w kieszeniach nie martwiąc się o to, że pewnie zaraz gdzieś zostawię torbę a w niej klucze i kartę bankową.
Na lotnisku byliśmy o czasie. Organizator wyznaczył zbiórkę koło bistro X z tym, że o siódmej rano szyld bistro i całe bistro było zasłonięte żaluzją a nie było żadnego innego oznaczenia. My wiedzieliśmy więc czekaliśmy spokojnie. W pewnym momencie czuję stukanie w ramie i głos kobiecy, który pyta „A to nasi Państwo z piekarni?” chachacha - lubię wiedzieć, że Kraków, który w porywach ma koło miliona mieszkańców tak naprawdę jest malutką wioseczką, gdzie wszyscy się znają!
Wsiadamy do samolotu, ja pierwszy raz leciałem liniami lowcostowymi, więc niemiłym zaskoczeniem było, że miejsca są losowane oczywiście wylosowaliśmy na dwóch końcach kabiny a ja potrzebuję wiedzieć, że jestem pod Mamkowymi skrzydłami! Drugie niefaaajne, to to, że te okropnie niewygodne fotele nie mają wyświetlaczy a ja lubię mieć kontrolę nad podróżą, najlepiej z dokładnością do metra!
Ale ma być fajnie, wszystko ma swoją cenę, jakaś dobra Pani się zlitowała, zamieniła miejscami, siedzimy razem, startujemy, jest OK.

Za oknem nic nie widać bo ciemno, potem nic nie widać bo już jesteśmy nad Oceanem Bałtyckim, który cały jest pokryty mrozowymi chmurami, wiec nie widać żadnych Drakkarów ani Krakenów. Generalnie ja wogle nie widziałem za dużo za oknem hihihihi…
Potem zostałem dopuszczony do okna ale okazało się, że już jesteśmy nad lądem i całkiem otoczyła nas chmurzasta mgła. Z głośników dowiedzieliśmy, że jesteśmy już nad Norwegią… pomyślałem „ta Norwegia to piękny kraj jest!” i tak było do lądowania.
Ale kiedy już wylądowaliśmy na malutkim lotniseczku Sandefjord Torp (około 100 km na południe od Oslo) to czekało nas pierwsze miłe zaskoczenie, w Norwegii było cieplej niż w Polsce o jakieś 15 stopni! Czekał już na nas czyściutki, cieplutki autokar więc ruszamy ku nowej przygodzie!
Pan Opiekun z żywiołowością uczelnianego wykładowcy, który mówi swoją prelekcję już zylionowy raz opowiadał o każdym kilometrze autostrady. Ale też trudno oczekiwać świeżego żartu od kogoś kto rzetelnie chce nam podać zasób informacji i robił to samo wczoraj i przedwczoraj i jeszcze…. ileś tam razy wcześniej…
Jako pierwszy, robimy postój w wielorybniczej wiosce, w dodatku najstarszej miejscowości Norwegii czyli Tonsberg (IX wiek). Fajny malutki skansenik z kilkoma replikami łodzi wikingów zrobionymi według odkopanych oryginalnych łodzi. Wokół tych łodzi kręciła się grupa szkutników, którzy według opisu do rekonstrukcji używają tylko tradycyjnych narzędzi i metod. Tyle co skończyłem czytać a zza łodzi wyszedł Pan z piłą motorową i zrobił wrrrrrrrrrr…

Kolejny punkt to Park Vigelanda. To już obrzeża samego Oslo, Park znany z umieszczonej tu ekspozycji ponad 250 rzeźb tegoż Vigelanda i jego ekipy, które pokazują koło 600 postaci ludzi, kobiet, mężczyzn, dzieci w różnych momentach życia. I wszyscy goluści jak ich Odyn stworzył. Figury naprawdę robią wrażenie bo w taki materiałach jak kamień czy metal pokazane są fałdki skóry na brzuchu, pośladki zgniecione siedzeniem czy puste bo wykarmione biusty. Mówię to bez podtekstu czy śmichów, naprawdę robi wrażenie, choć w głowie mi trochę siedziała analogia z germańskim monumentalizmem najmroczniejszych chwil wychwalania rasy panów.
Spacer po parku zaczęliśmy od kilku minut wpatrywania się w chmurę, która skutecznie zasłaniała słynną skocznię Holmenkollen a skończyli wspaniale, bo pierwszą kawą. Tego dnia wypiliśmy co najmniej kilka kaw a mogliśmy to robić z zadowoleniem bo były nie za mocne i bardzo smaczne! Norwedzy nie mają złych kaw???
Jedziemy do samego centrum, z okolic Ratusza docieramy do portu wodnego tramwaju i wyruszamy na godzinny rejs po Oslofjord. Mamek musi jechać twarzą do kierunku jazdy więc trochę się naprzesiadaliśmy zanim zrozumieliśmy, że ten stateczkowy tramwaj jak w tym cytacie „piękna kobieta jest jak róża, nie ma przód, nie ma tył!” czyli łódź ma dwa rufodzioby a na górze jest akwarium w którym siedzi kapitan i obraca się z całym sterowaniem w potrzebną stronę. Patrzyliśmy z zachwytem na malutkie domki na wyspach, przytulone jeden do drugiego, pewnie z zimna. Norwegia protestancki kraj, więc w oknach nie ma zasłon w oknach. Widzieliśmy w nich mieszkańców, żyjących swoim normalnym, surowym życiem… trochę bajka!
Po powrocie, podziwiamy monumentalny ratusz i zaczyna się „czas wolny” czyli coś co lubimy najbardziej. Ruszamy do miejsc, które wybieramy według naszego klucza czyli miejsc, który wybierają lokalsi.
Mamek wyszukuje pierwsze z nich czyli Baker Hansen. To pierwsza z kilku piekarni, które odwiedziliśmy. Oczywiście ja wpadam w radosny stan, nie mogę się nawąchać i naoglądać. Gadam z wszystkimi w piekarni naraz, śmiejemy się, ja macham rękami pytając o wszystko, bo wszystko wygląda pysznie. Najlepsze, że kiedy Mamek wskazywała na kolejną ciekawą rzecz, od razu ja kupowałem. Potem zdziwiony dowiedziałem się, że np. kupiliśmy Knekkee Brot, tradycyjne pieczywo norweskie czyli takie deseczki jak chlebek Wasa ale o niebo lepsze. Już znalazłem przepis i będziemy sobie to piekli i namawiali innych bo dobre! W tej piekarni też zjedliśmy naszą pierwszą Kanelbullee czyli… cynamonkę…. potem probowaliśmy cynamonek jeszcze w Backstube ale już „mniej dobrą” i pani była „mniej miła”. To chyba była jedyna „mniej miła osoba” w czasie naszego pobytu. W Oslo chyba wszyscy są mili i przyjaźni, przez cały czas spotykały nas uśmiechy i sympatyczne słowa. A nawet nawiązaliśmy kilka znajomości, które mogą mieć ciąg dalszy. Choćby w czasie obiadu, zjedzonego w znanej restauracji The Salmon, położonej na samym wybrzeżu fiordu. No, tanio nie było, bo Oslo jest drogim miastem (chociaż krakowian te ceny nie szokują, bo są tylko „trochę” wyższe niż nasze hihihihi). W karcie tylko kilka pozycji ale… powiadam Wam… poezja! Za obiad dla dwóch osób zostawiłem 800 NOK czyli ok. 300 zł. Trochę jest ale chętnie zostawię znowu!
Po drodze jeszcze jakieś sklepy i idziemy, znowu grupowo, zobaczyć pałac królewski. Rzeczywiście mieszka w nim rodzina królewska, ale w lecie pałac można zwiedzać, park królewski jest cały czas otwarty a w ciepłe dni można w nim piknikować. Dziwne nie? w dodatku ten protestancki król ma normalne wykształcenie i zawód, jest rolnikiem. Pan już sędziwy więc szczytowe możliwości za nim, ale regularnie odwiedza swoją farmę biorąc udział w jej życiu. Te protestanty to mają w głowach jakoś dziwnie poukładane hihihihi…
Pomału zapada zmierzch, idziemy ulicą przez sam środek miasta. Mijamy Parlament, Uniwersytet, luksusowe sklepy najbardziej znanych marek, protestancką katedrę z XVI wieku. Mijamy dworzec główny i dochodzimy do trzech ostatnich a istotnych miejsc.
Piękny gmach Opery, zbudowany z kilku jakby nakładających się na siebie trójkątów sięgających brzegu fiordu. Po nich można wejść na dach i podziwiać okoliczne panoramy. Można ale nie kiedy my tam jesteśmy bo oblodzone i niebezpiecznie.
Obok monumentalne gmaszysko Biblioteki miejskiej, całe przeszklone i świecące. A za operą nowoczesny gmach Muzeum Muncha. W nim trzy wersje słynnego obrazu Krzyk (w różnych kolorystykach). Są cztery ale jeden obraz Munch sprzedał sąsiadowi i teraz jest w prywatnych rękach wart jakieś niebotyczne pieniądze.
Autokar już czeka jedziemy tym razem na lotnisko Gardermoen - to nowoczesne, olbrzymie lotnisko położone koło 40 km od Oslo (z lotniska kursuje wahadłowo kolejka do Dworca Głównego, jedzie się tylko dwadzieścia kilka minut - miodzio!)
Wsiadamy do samolotu, znowu krótka „walka” o miejsca, startujemy i dostajemy ostatni prezent bo całą drogę towarzyszy nam zorza polarna.
Tylko lądowanie w Krakowie to był dla mnie koszmarem, ból głowy, chwilowa utrata słuchu… ale już wiem, że są specjalne zatyczki, które pomagają.
Po powrocie do domu, zmęczeni padamy na łóżko a Mamek już trochę przez sen mruczy „Dziękuję Ci za ten dzień, tak bardzo się mną zajmowałeś i byłeś bardzo opiekuńczy!”…. a ja czuję się jak bohater!

i już knuję następny wyjazd.

KONIEC DZIENNIKA

reasumując:
Oslo piękne, nowoczesne miasto! Niesamowicie czyste ale tak czysteczyste w miły, przyjazny sposób.
Przesympatyczni ludzie, wszyscy mówią po angielsku więc kompletnie nie ma problemu z komunikacją.
W czasie całego pobytu chyba nie widziałem człowieka palącego papierosy.
Bardzo uczynni i nienachalni, pan kelner spytany o możliwość podniesienia rachunku za obiad o tipa (napiwek) odpowiedział: „oczywiście można, bardzo mi miło, ale pamiętaj tylko jeśli jesteście zadowoleni!”.
Płatności tylko kartowe, więc nie ma potrzeby trzymania gotówki. Tanio nie jest, ale warto korzystać w końcu po to się jedzie, my przez dzień wydaliśmy ok. 2,500 NOK kupując jakieś drobiazgi i korzystając według chęci z kaw i jedzeń.
W czasie tego wyjazdu nie został kupiony ani jeden magnesik na lodówkę!
Organizatorem tego wyjazdu była firma Venua Tours - to nie był tekst sponsorowany! Za wszystko płaciliśmy sami!
I ostatnia rzecz: formuła jednodniowych wycieczek to świetny pomysł na poznanie nowych miejsc, wyrobienie sobie zdania czy to miejsce możemy polubić i wrócić by je lepiej poznać.
My napewno wrócimy do Oslo, raczej na trochę dłużej, miejsce bardzo przyjazne, mógłbym tam zostać na jakiś czas ot tak, z biegu… i mógłbym popracować np. w Baker Hansen 🙂

Chętnych zapraszam na testowy filmik, jeśli Wam się podoba to proszę komentujcie, lajkujcie i udostępniajcie… ale jeśli jesteście ciekawi co będzie dalej to wspierajcie nasze pomysły na buycofee.to

Wszystkim, którzy już nas wspierają ogromnie dziękuję!

Adres

Jaskółcza 2
Kraków

Godziny Otwarcia

Środa 11:00 - 16:00
Czwartek 11:00 - 16:00
Piątek 11:00 - 16:00
Sobota 11:00 - 16:00

Telefon

+48668466277

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy 100bochenkow umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do 100bochenkow:

Udostępnij