Piekarnia, Ryszard Majchrowski

Zadzwoń Wskazówki dojazdu Strona internetowa Kontakt: firmę

Piekarnia, Ryszard Majchrowski Pieczemy według tradycyjnych receptur, w doskonałym, przedwojennym piecu.
(1)

Pieczemy według tradycyjnych receptur, w doskonałym, przedwojennym piecu; w jedynym niewielu budynków na Starym Przedmieściu ocalałych z pożogi wojennej. Nasza historia: http://www.dziennikbaltycki.pl/artykul/174089,swiatowy-dzien-chleba-bo-chleb-byl-jest-i-bedzie,2,id,t,sa.html

Nasza galeria: http://kfp.pl/page_no,1,page,propozycja,id,11861,tytul,CHLEB%20PRZEDWOJENNY%20Z%20DOLNEJ%20BRAMY,index.php

26/10/2026

Dzisiaj Tomek pokazuje jak bułki "wchodzą" do pieca. Jutro będzie można zobaczyć jak "wychodzą". :)

Bohaterką czterdziestej pierwszej z cyklu rozmów z naszymi Klientami jest Anna Tymińska. Zapraszamy do lektury.---------...
25/10/2026

Bohaterką czterdziestej pierwszej z cyklu rozmów z naszymi Klientami jest Anna Tymińska. Zapraszamy do lektury.

-----------

- W ankiecie opublikowanej ostatnio na fan page'u piekarni pana Majchrowskiego napisałaś, że najbardziej smakuje Ci chleb oliwski, bo najbardziej przypomina dzieciństwo. Gdzie zatem spędziłaś dzieciństwo?

Na Przymorzu. To były trudne czasy, głęboka komuna, mieliśmy na osiedlu małą, prywatną piekarnię, do której chodziło się po chleb o piątej rano. Chleb był duży, gorący; chodziłam do piekarni z bratem, albo koleżankami. Wyprawa po ten chleb, często jeszcze przed świtem i kolejka, w której spotykało się znajomych i sąsiadów były nie lada przeżyciem. Tworzyliśmy małą, lokalną społeczności, której zwyczajem, rytuałem, celebracją był właśnie zakup chleba. Chleba, bo poza nim chyba nic wtedy w tej piekarni nie było. Staliśmy więc, jako dzieciaki, w tej kolejce, owiani zapachem ciepłego chleba i każde z nas cieszyło się, że będzie mogło przynieść ten chleb do domu. Świeże pieczywo w domu sprawiało radość i dawało poczucie bezpieczeństwa. Skubaliśmy ten chleb po drodze, więc gdy mama otwierała nam drzwi, to ćwiartki bochenka już nie było... (śmiech)

- Mama nie miała nic przeciwko temu?

Nie, nie miała. A ta kolejka, ten chleb, były całym naszym światem, najważniejszym wydarzeniem w misterium codzienności. Nie mieliśmy wtedy, jako dzieciaki, wielu innych zajęć. Nie było Internetu, nie było smartfonów. Byli za to rówieśnicy, podwórko, trzepak, boisko i... kolejki. Zakupy, drobne przyjemności i ten wspaniały chleb oliwski tworzyły naszą rzeczywistość. Ostatnio wzięło mnie na wspomnienia i przejechałam się na Przymorze. Ta piekarnia nadal tam jest, lecz tak podupadła, że przez przyzwoitość pominę milczeniem jej adres i szczegóły.

- Powiedziałaś, że chodziło się po chleb o piątej rano... Dlaczego tak wcześnie?

Bo później chleba już nie było, cały sprzedawał się na pniu. Kolejki były bardzo długie, tylko przy Dolnej Bramie jeszcze widuje się czasem takie.

- Ile się w nich stało?

Trzy kwadranse, godzinę, a nawet dłużej.

- Powiedziałaś, że tamten chleb był duży... Czy pamiętasz jak duży?

Byłam wtedy drobna, mała, więc wszystko wydawało mi się większe. To, co wtedy było dla mnie duże, dzisiaj ma normalne rozmiary. Ale wtedy te bochenki mogłby być większe, niż są obecnie, mogły mieć kilogram, a może nawet więcej.

- Gdzie mieszkasz obecnie?

W Jankowie Gdańskim, za obwodnicą.

- I aż stamtąd jeździsz po pieczywo do pana Majchrowskiego?

Tak. I z radością staję w kolejce przed piekarnią. Przypomina mi czas beztroskiego dzieciństwa, gdy zamiast relacji ze smartfonem i sztuczną inteligencją mieliśmy relacje pomiędzy ze sobą, wzajemne.

- Ale teraz, w kolejce też chyba każdy patrzy w swój smartfon...

Na szczęście nie każdy. Oczywiście są ludzie zapatrzeni w ekrany, są tacy, którzy śpieszą się, denerwują, ale są też tacy, którzy rozmawiają ze sobą. Bardzo brakuje mi tego w dzisiejszych czasach. Jeżdżę zatem na Dolną Bramę nie tylko po pieczywo, ale także po wspomnienia. Oliwski kupuję, a wspomnienia dostaję gratis... (śmiech)

- Próbowałaś piec chleb?

Tak, była taka moda, że wszyscy kupowali w Lidl'u kombiwary, więc uległam i ja tej pokusie. Ale nie da się wyczarować wspomnień z kombiwara... Wróciłam więc do pana Ryszarda.

- Skąd wiesz o tej piekarni?

Zauważyłam ją przypadkiem, na spacerze, a potem odszukałam w sieci i postanowiłam sprawdzić. Internet zatem - jak widać - ma także swoje dobre strony... (śmiech)

- Uciekłaś z Gdańska do Jankowa. Źle Ci się tutaj mieszkało?

Mieszkałam przez wiele lat w bloku i zawsze chciałam mieć dom, domek, rodzinę, pieska, ogródek. Marzyłam o sielance na wsi, spokoju, oddaleniu.

- I znalazłaś tam tę sielankę? Miasto nie przyszło za Tobą?

Przyszło, zabudowano nas tutaj, powstało ogromne centrum logistyczne, w planach jest przystanek kolei metropolitalnej. Pamiętam jak były tu pola, łąki, zagajniki, sarny, poziomki, grzyby. Na szczęście z domu i ogrodu nie widzę tego miasta, sielanka trwa. A na grzyby jeżdżę teraz do Lubiatowa.

- Tam sielanka niebawem się skończy...

No, cóż... elektrownia atomowa jest potrzebna, ale może mogłaby powstać w innym miejscu - takim, które już i tak jest zdegradowane, aby nie niszczyć tego pięknego lasu i plaży nad Bałtykiem.

- A co rośnie u Ciebie w ogrodzie?

Drzewa i krzewy owocowe, maliny, borówki, hortensje, lawenda, a latem dużo pelargonii, które bardzo lubię. Są też iglaki, sosny, kamienie... Mam też kominek, w którym właśnie zaczęłam palić. Lubię kominek, ciepło ognia, blask, taniec iskier.

- Masz też psa?

Tak, zawsze miałam psy, jeszcze na Przymorzu. Tu przez pewien czas były nawet trzy oraz kot, ale teraz jest jeden; ma na imię Promyk, bo został wzięty ze schroniska Promyk. Jest z nami od czternastu lat.

- Pracujesz w domu, czy musisz codziennie opuszczać tę sielankę?

Pracuję w administracji biurowej, skończyłam studia humanistyczne.

- Gdzie studiowałaś?

W Australii, na zachodnim wybrzeżu, w Perth, zdobyłam tytuł Bachelor of Arts.

- Jaki chleb tam jadłaś?

W marketach był tylko paskudny chleb tostowy, ale udało nam się znaleźć malutki sklepik, prowadzony przez Niemców, w którym można było kupić ogórki kiszone, domowe ciasta i pieczywo, przypominające chleb oliwski.

- Czy Aborygeni pieką chleb?

Tak, rdzenni mieszkańcy Australii przez tysiąclecia wypiekali chleb, wytwarzając mąkę z nasion dzikiego prosa, spinifexu, trawy kangurzej, lub akacji. Nasiona mielili na ciężkich, kamiennych żarnach; wiek najstarszych szacowany jest na 30.000 lat. Chleb piekli bezpośrednio w ognisku, zakopując ciasto w gorącym popiele i żarze. Ten tradycyjny chleb Aborygenów nazywany jest Bush Bread. Współcześnie najbardziej znanym w Australii "chlebem z buszu" jest damper, stanowiący efekt przenikania się kultur. Brytyjscy osadnicy, zaadaptowali bowiem aborygeńską metodę pieczenia chleba w popiele, lecz zamiast trudnych do zebrania dzikich nasion, zaczęli używać przywiezionych składników, na przykład mąki pszennej. Z czasem damper stał się podstawą przetrwania pasterzy, poszukiwaczy złota i podróżników przemierzających australijski outback. Dziś chleb aborygeński przeżywa swój renesans, a nowoczesne przepisy łączą zachodnie techniki wypieku z tradycyjnymi składnikami, jak na przykład mielone nasiona akacji. Tych prawdziwych akacji, bo drzewa nazywane u nas potocznie akacjami, to w rzeczywistości grochodrzewy, których nasiona są trujące.

- Czy jadłaś kiedykolwiek Bush Bread, albo damper?

Nie, ale może sama spróbuję go upiec? Ognisko mogę rozpalić w ogrodzie, a nasiona jadalnej akacji widziałam w sklepie zielarskim... Jeżeli się uda, to przyniosę panu Ryszardowi do degustacji...

Fot. Thinkstock, The "Kaikai" Book - Damper, Domboy and Scone Recipes; Wikipedia; Wungening Aboriginal Corporation

---------------

Rozmawiał Kuba Terakowski.
A może ktoś z Was chciałby opowiedzieć tutaj o sobie? Może ktoś chciałby kogoś rekomendować? Z przyjemnością udostępnimy nasze łamy (w tym celu poprosimy o zostawienie numeru telefonu w piekarni, lub kontakt via e.mail: [email protected])

Pamiętaj o zmianie czasu, by uniknąć ambarasu... :)
24/10/2026

Pamiętaj o zmianie czasu, by uniknąć ambarasu... :)

A nieopodal Waszej piekarni...
24/10/2026

A nieopodal Waszej piekarni...

23/10/2026

Dzisiaj znów zaglądamy na Instagram naszego Tomka, a tam...

21/10/2026
Z przyjemnością zawiadamiamy, że - zgodnie z miłą tradycją - pan Jacek Jaskólski (Jacj77) przekazał dla naszych Klientów...
20/10/2026

Z przyjemnością zawiadamiamy, że - zgodnie z miłą tradycją - pan Jacek Jaskólski (Jacj77) przekazał dla naszych Klientów dwa egzemplarze wyjątkowego gdańskiego kalendarza ze zdjęciami własnego autorstwa. Bardzo dziękujemy!

Kalendarze te otrzymają dwie spośród osób, które dzisiaj poproszą - w komentarzu poniżej lub via e.mail: [email protected]

A po odbiór zaprosimy do piekarni.

Dzisiaj, na dobry początek tygodnia, znów zaglądamy na Instagram naszego Tomka, a tam - tym razem, zamiast filmiku - kil...
19/10/2026

Dzisiaj, na dobry początek tygodnia, znów zaglądamy na Instagram naszego Tomka, a tam - tym razem, zamiast filmiku - kilka nowych zdjęć. :)

Bohaterką czterdziestej z cyklu rozmów z naszymi Klientami jest Wioleta Krzeszowska. Zapraszamy do lektury.------------ ...
18/10/2026

Bohaterką czterdziestej z cyklu rozmów z naszymi Klientami jest Wioleta Krzeszowska. Zapraszamy do lektury.

-----------

- Aneta, z którą niedawno tu rozmawiałem, powiedziała, że mieszkasz na Dolnym Mieście, jesteś lokalną patriotką i kupujesz pieczywo u pana Majchrowskiego.

Zgadza się, mieszkam przy Królikarni, lubię Dolne Miasto i uwielbiam pieczywo pana Ryszarda.

- A które smakuje Ci najbardziej?

Wszystko jest tam znakomite, chleb, bułki, drożdżówki. Ale niestety, nie zawsze udaje nam się zdążyć przed zamknięciem, bo półki pustoszeją błyskawicznie.

- A skąd wiesz o tej piekarni?

Od... fryzjera, do którego chodzi mój mąż. A poza tym jeździmy przez Dolną Bramę na Olszynkę, bo mamy tam działkę, więc naszą uwagę nie raz zwróciła kolejka przed wejściem.

- Mieszkasz na Dolnym Mieście od urodzenia?

Nie, dzieciństwo spędziłam na Olszynce, przy ulicy Niwki. Potem przeprowadziliśmy się do Nowego Portu, a później wyszłam za mąż i dwadzieścia lat temu zamieszkałam na Dolnym Mieście.

- I jak Ci się tu mieszka?

Bardzo dobrze. Znamy się i lubimy wszyscy. Zresztą od dziecka jestem przywiązana do Dolnego Miasta, bo chodziłam tu z rodzicami do kościoła przy Łąkowej i na zakupy.

- Na Olszynce nie było żadnego sklepu?

Był, jeden mały sklep spożywczy przy ulicy Niwki, ale na większe zakupy trzeba było chodzić "do miasta". Teraz niestety nie ma już tych sklepów przy Łąkowej.

- Nic, poza brakiem tych sklepów, nie przeszkadza Ci tutaj?

Przeszkadza? To może nie jest właściwe określenie. Martwią mnie i nie podobają mi się kolejne apartamentowce budowane na Dolnym Mieście. Martwi i nie podoba mi się wycinka kolejnych drzew, betonowanie ostatnich oaz zieleni. Szkoda mi starego dworca kolejowego, tego obok piekarni.

- Pamiętasz czasy, gdy ten dworzec funkcjonował?

Tak, pamiętam jak obsługiwał pociągi towarowe. Bo wcześniej przyjeżdżały tam też osobowe, ale tak daleko nie sięgam wstecz pamięcią. Pamiętam też oczywiście tramwaje jeżdżące ulicą Łąkową, bo to nie tak bardzo odległe czasy. Pamiętam starą zajezdnię, działający szpital, straż pożarną.

- Wspomniałaś o braku zieleni, ale chyba wciąż jest jej dużo wzdłuż Opływu Motławy.

Wciąż jest jej dużo, ale też wciąż znikają kolejne drzewa. Powstały deptaki, lecz sam Opływ jest bardzo zaniedbany, kajakiem nie da się przepłynąć.

- A pływałaś tam kiedyś?

Tak, nadal czasem wypożyczamy kajaki przy Żabim Kruku i płyniemy na Motławę lub Opływ, lecz tam powierzchnię wody, miejscami pokrywa teraz taki kożuch rzęsy, że trudno się przebić. Dawniej Opływ był regularnie czyszczony, a rowy na Olszynce koszono; teraz zarastają i są coraz bardziej zamulone. Często bywam nad Opływem Motławy, chodzimy tam na spacery, jeździmy na rowerach.

- Ale po "kocich łbach" przy Królikarni chyba niezbyt wygodnie jeździ się na rowerze...

Ten bruk jest o wiele lepszy, niż kostka, którą położono na Łąkowej - wyszczerbia się, odpada, niedawno była poprawiana, a już wymaga remontu.

- Bruk przy Królikarni jest przedwojenny?

Nie, został wymieniony podczas rewitalizacji. A szkoda, bo tamten był najtrwalszy. Podobnie jak płyty chodnikowe przy Łąkowej. Zdemontowano nam nawet starą, przedwojenną latarnię, która stała przy kościele. Nowa wprawdzie jest do niej podobna, lecz okropnie tandetna.

- Mieszkałaś na Olszynce i w Nowym Porcie, mieszkasz na Dolnym Mieście. Które z tych miejsc jest Twoim zdaniem najlepsze do życia?

Zdecydowanie Dolne Miasto. Do Nowego Portu nie przywiązałam się, natomiast Olszynkę, owszem, wspominam z sentymentem, ale dzieciństwo zazwyczaj dobrze nam się kojarzy. Z całą pewnością było tam bezpieczniej, niż teraz. Rodzice i sąsiedzi nie zamykali mieszkań wychodząc z domów. Dziś to nie do pomyślenia.

- Nie tylko na Olszynce, o Dolnym Mieście wciąż mówi się, że jest niezbyt bezpieczne...

Wiem, że wciąż tak się mówi, ale to mit, który przetrwał próbę czasu. Moim zdaniem nie jest tu mniej bezpiecznie, niż w innych dzielnicach Gdańska. Dobrze się tu czuję, chociaż drzwi oczywiście zamykam...

- Czy coś byś tu zmieniła?

Tak, wyeksmitowałabym stąd wszystkich... deweloperów, bo moim zdaniem dewastują Dolne Miasto.

- Pracujesz też na Dolnym Mieście?

Nie, pracuję na Politechnice Gdańskiej, w Centrum Zakwaterowania, w akademiku przy Wyspiańskiego, na recepcji.

- Zabierasz do pracy kanapki z chlebem od Majchrowskiego?

Tak, ale tylko na dzienne zmiany, bo na nocnych staram się nie jeść.

- Pracujesz także nocą?

Tak, to praca zmianowa. Noce, weekendy, święta...

- Męczące...

Można się przyzwyczaić. Wasz Tomek od trzydziestu lat pracuje tylko nocą. Nocne zmiany w akademiku mają swoje dobre strony - są spokojniejsze, więc mam wtedy więcej czasu na książki.

- A co czytasz najchętniej?

Książki historyczne, o Gdańsku, ale nie tylko. Teraz pochłaniam serię książek pana Januszajtisa, a w kolejce już czeka następna - saga rodu Czartoryskich, którą kupiłam w Krakowie.

- Chodziłaś na wykłady pana Andrzeja?

Nie, niestety, nigdy nie miałam na to czasu, bardzo żałuję. Ale zdarzało mi się słuchać jego wykładów w sieci. Byłam nimi bezgranicznie zauroczona, słuchałam z zapartym tchem, to były wspaniałe opowieści. Niezwykła była i wiedza pana profesora, i pasja, i styl jego wypowiedzi. Rzadko słyszy się ludzi mówiących tak piękną polszczyzną.

- A co robiłaś w Krakowie?

Byłam tam na urlopie, spędziłam tam, wraz z rodziną prawie dwa tygodnie. Zwiedziliśmy Kraków wzdłuż i wszerz; piękne miasto, ale dobrej piekarni nie udało nam się tam znaleźć...

- Próbowałaś samodzielnie piec chleb?

W Krakowie? Nie... (śmiech). A w domu - owszem, moja córka nawet kiedyś poważnie się w to zaangażowała. I, nie powiem, bardzo smaczne było to jej pieczywo. Teraz już nie ma na to czasu, lecz na szczęście mamy w pobliżu piekarnię pana Majchrowskiego. W przeciwieństwie do mieszkańców Krakowa... (śmiech).

---------------

Rozmawiał Kuba Terakowski.

A może ktoś z Was chciałby opowiedzieć tutaj o sobie? Może ktoś chciałby kogoś rekomendować? Z przyjemnością udostępnimy nasze łamy (w tym celu poprosimy o zostawienie numeru telefonu w piekarni, lub kontakt via e.mail: [email protected])

Adres

Dolna Brama 12
Gdansk
80-821

Godziny otwarcia

Poniedziałek 06:00 - 13:30
Wtorek 06:00 - 13:30
Środa 06:00 - 13:30
Czwartek 06:00 - 13:30
Piątek 06:00 - 12:00

Telefon

+48583059124

Strona internetowa

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy Piekarnia, Ryszard Majchrowski opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Kontakt: Firmę

Wyślij wiadomość do Piekarnia, Ryszard Majchrowski:

Skróty

Udostępnij

Kategoria