21/01/2024
Pamiętam upięte w koka długie włosy Janiny i pełen spokoju uśmiech, którym obdarowywała wszystkich wkoło. Uosobienie spokoju i dobra. Chciałabym wyzbyć się idealizowania jej obrazu, ale myślę że dokładnie taka była. To też babcia „od święta”. Wiedziałam o niej niewiele, ale na tyle dużo, by czuć łączność i mieć poczucie bycia kochaną.
Jadłam ulubione naleśniki z dżemem truskawkowym, kiedy zadzwonił telefon, że odeszła potrącona przez samochód . Ostatni kęs stanął mi w gardle. Babcie przecież tak nie umierają ?
O Wandzie wiedziałam więcej, niż chciałabym wiedzieć. Karmiła mnie najlepszą na świecie ogórkową równie często jak swoimi lękami. W pewnym momencie życia myślałam, że składa się tylko z nich.
Wiem, że byłam dla niej wszystkim, choć nie powinnam. Umierałam z nią wielokrotnie. Kiedy niemiłosiernie puchła, po tym jak ugryzła ją na placu targowym osa, gdy w drodze z kościoła mówiła mi, że musi mieć operację, bo wykryli u niej raka. Również wtedy, gdy chwytała się za serce, myśląc że ma zawał. Zjadł ją Alzheimer. Kawałek po kawałeczku , dzień za dniem, przez lata. Widziałyśmy się dzień przed jej cichym odejściem. Przyjechałam do mojego rodzinnego domu, choć wcale tego nie planowałam. Wiedziałam, że może to być jedno z ostatnich naszych ziemskich spotkań. Myślę, że czekała wtedy na mnie. Zdążyła poznać swojego starszego wnuka, choć jego imienia nie zapamiętała chyba nigdy.
Nasze relacje bywały różne, niekiedy bardzo gęste. Ale po tych wszystkich latach przychodzi do mnie, że chciały zawsze dla mnie najlepszego. Nawet jeśli d li a ku żaden z nas to słowo oznaczało zupełnie coś innego.
Jestem z nich obu posklejana.
fot.